Dziś (wiekopomna chwila!) udało mi sie wykonać prosty plecak, z którego byłam zadowolona (rzadkość;). Nawet wygodnie mi było, w sam raz żeby pokrzątać sie po domu.
Udało mi sie poprawnie i bez wysiłku zaplecaczyć tylko dlatego że Zuzia już nie stawia oporu przy wiązaniu, cierpliwie znosi wszystkie poprawki i dociągania, nie prostuje nóg, nie próbuje schodzić... Tamten etap chyba mamy szczęśliwie za sobą, ufff, co za ulga:)
Chyba zacznę praktykować wiązania mniej chustochłonne - do takiego plecaka na przykład wystarczyłby rozmiar 4, a na krótsze chusty łatwiej zebrać fundusze;)

Popieram Cię w całej rozciągłości mojego domowego budżetu. Wbrew pierwszemu zdaniu nie jest on niestety rozciągliwy jak guma! Nie starcza na wciąż nowe chusty, wobec czego muszę wyprzedawać moje ulubione cudeńka. A plecaczek wyszedł Ci super, szkoda, że nie możemy tak "zaplecaczkować" się razem na spacer. Czemu ta stolica tak daleko, co? Całuski dla Smarkatki!
OdpowiedzUsuńA tak na marginesie, czy Ty aby nie za bardzo mnie tą Katją mamisz?
OdpowiedzUsuńSmarkata całuje Ciocię:)
OdpowiedzUsuńNie próbuję Cię mamić, tylko dzięki temu plecakowi zapałałam na nowo miłością do katji... Patrzę i macam i macam i patrzę i coraz bardziej ją kocham:)))
Ech tez bym sie wybrała na spacerek z Tobą i z Kubkiem:)