Zwinięta w kłębek nerwów trwam sobie to na kanapie u sąsiadów, to w zagraconym barłogu, w który zamieniło się łóżko w naszej sypialni. Z pozycji kłębka usiłuję opanować dzieci, którym zamieszanie okołodomowe kompletnie poprzewracało w głowach. Co chwila zrywam się, bo trzeba coś wytrzeć, podać, przenieść z lokalu do lokalu, przewinąć, umyć, pozbierać. W perspektywie być może kucie łazienki - przemaka ściana między łazienką a pokojem. Nie wiadomo jak długo to potrwa. W ogóle mało co wiadomo.
Atmosfera jest, łagodnie mówiąc, niezbyt dobra.
Ale staram się. Naprawdę się staram.
Jejku.... Kochana Kobieto....
OdpowiedzUsuńA Ty nie tak dawno zastanawialas sie, jak daja sobie rade kobiety z piatka itp dzieci...
Ty bys sobie pewnie spokojnie i z dziesiatka poradzila...
Nie moge sie nadziwic, skad Ty masz tyle sily... Z jednej strony Cie Podziwiam, z drugiej strony az mi przykro, ze zamiast odpoczywac w ostatnich tygodniach ciazy..........
I kiedy zbiera mi sie na uzalanie nad soba, mysle o Tobie.
Dziękuję :* Łezka mi się w oku zakręciła, dowartościowałaś mnie. Wiesz, Ty też byś sobie poradziła śpiewająco, to żaden wyczyn, zapewniam :) Po prostu nie ma wyjścia, robi się i już. Ja mam wyrzuty sumienia, że się nad sobą użalam, ale bez użalania to chybabym pękła tak mi czasem źle...
OdpowiedzUsuń