sobota, 19 listopada 2011

Terapia kolorem

Nic tak nie poprawia kobiecie nastroju jak zakupy lub nowa fryzura. Kolejnych zakupów już nie dałabym rady usprawiedliwić przed Małżonkiem, a poprawy nastroju trzeba mi nieustannie, jak powietrza, więc padło na fryzurę.
Mąż wspomógł w zbożnym dziele farbowania (za co cześć mu i chwała), bo włosów mam tyle, że starczyłoby na trzy osoby i sama z tym gąszczem nie poradziłabym sobie za nic w świecie.
Kolor - czekoladowy brąz. Wyszedł prawie czarny, co mi szalenie odpowiada. 
Małżonek, zapytany, jak wyglądam, wybucha zupełnie niedyplomatycznym śmiechem ;) ale mnie się efekt całkiem podoba. Może zostanę przy nim dłużej. Doszłam do wniosku, że wyglądam jak skrzyżowanie dziewczynki ze studni w "The ring" z Morticią Addams ;) Bardzo zadowalająco. 


Zbawczy efekt nie utrzyma się długo więc myślę nad kolejnym etapem terapii antydepresyjnej, czyli tatuażem. Drzewo, albo piórko, a może koliber? Kwiatki? Hmm...

5 komentarzy:

  1. :D farbowałam się na czarno aż do pierwszej mej ciąży, w ciąży zrezygnowałam z farbowania,bo i tak wyglądałam okropnie;0 odrosły mi włosy i jest mi o niebo lepiej bez farbowania, po prostu by mi się nie chciało;) A wcześniej miałaś "własne"?

    OdpowiedzUsuń
  2. aha i pasują Ci, pokaż więcej fotek :D
    :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś farbowałam się na czerwono ziołami, potem dłuuugie lata miałam własny ciemny blond, a teraz mnie naszło na grobowe kolory ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. oooo... uwielbiam grobowe kolory!!!!!
    :-))))

    OdpowiedzUsuń