a ja już jakoś polubiłam weekendy (oszalałam do reszty?) tylko to coweekendowe sprzątanie mnie wkurza. i jeszcze na wiosne trza będzie okna myć.............. bleeeee
No, może będę na przykład na wymarzonej Teneryfie mieszkać pod mostem, łupać orzechy kokosowe i wyplatać koszyki z trawy... Albo przeniosę się na tzw. lepszy świat ;) Albo będę miała Alzheimera i codziennie będę poznawać mnóstwo nowych ludzi ;) Albo dopadnie mnie wreszcie kliniczna depresja w pełnej okazałości i skończę jako warzywo, wpatrzone w ścianę oddziału szpitala psychiatrycznego... Szeroki wachlarz możliwości.
Z tym, że ta ostatnia na razie wydaje mi się najbardziej prawdopodobna. Biorąc pod uwagę tempo rozpadu mojej osobowości pod wpływem wydarzeń życiowych, chyba nawet 10 lat nie będę musiała czekać ;)
Jak tak wyglądasz to cię pogłaszczę chociaż ;)))
OdpowiedzUsuń:D Dziękuję ;)
OdpowiedzUsuńteż tak czasami mam...czasami a nawet często ;)
OdpowiedzUsuńa ja już jakoś polubiłam weekendy (oszalałam do reszty?)
OdpowiedzUsuńtylko to coweekendowe sprzątanie mnie wkurza.
i jeszcze na wiosne trza będzie okna myć..............
bleeeee
a za kilka lat dziewczynki odkryją bloga mamusi i pięknie ukształtowane szczęki im opadną, na podkurwadłogę, hi hi
OdpowiedzUsuńNie martwi mnie to, wtedy będę już daleko...
OdpowiedzUsuńjak to daleko? za 10-15 lat???
OdpowiedzUsuńnie bądź taką optymistką! :P:P:P
OdpowiedzUsuńNo, może będę na przykład na wymarzonej Teneryfie mieszkać pod mostem, łupać orzechy kokosowe i wyplatać koszyki z trawy...
OdpowiedzUsuńAlbo przeniosę się na tzw. lepszy świat ;)
Albo będę miała Alzheimera i codziennie będę poznawać mnóstwo nowych ludzi ;)
Albo dopadnie mnie wreszcie kliniczna depresja w pełnej okazałości i skończę jako warzywo, wpatrzone w ścianę oddziału szpitala psychiatrycznego...
Szeroki wachlarz możliwości.
Z tym, że ta ostatnia na razie wydaje mi się najbardziej prawdopodobna. Biorąc pod uwagę tempo rozpadu mojej osobowości pod wpływem wydarzeń życiowych, chyba nawet 10 lat nie będę musiała czekać ;)
OdpowiedzUsuń