Zanim zwiałam, Małżonek zrobił na obiad pyszne szaszłyki, skonsumowałam 10 sztuk. Spodnie mi się nie dopinają ;)
Tym razem po wyjściu, idiotycznie szczęśliwy uśmiech nie schodził mi z twarzy ;) Prosto z autobusu potuptałam na jesienny spacer do Lasu Bródnowskiego. Było sennie, spokojnie i cicho, świeżo, drzewa mi szumiały, sama rozkosz...
Następnie udałam się na macanie książek do Empiku (ciągle nie mam dość). Siłą musiałam się odrywać od działu papierniczego (mam słabość do materiałów piśmienniczych).
Potem udałam się do kina na "The Possession". Byłam w kinie! Sama! Samiuteńka! Film był dość straszny i co jakiś czas musiałam zamykać oczy, ale i tak było bosko ;) Ja chcę jeszcze raz!
Czuję się prawie jak człowiek ;)



wzruszyłam się!!super! Niech Ci będzie tak co weekend:) Buziak:*
OdpowiedzUsuńśliczne włosy tak poza tym<3
OdpowiedzUsuńno i mąż też fajny:D
OdpowiedzUsuńDziękuję :*** W imieniu męża też :P
OdpowiedzUsuńTak dobrze to mi nieprędko bedzie, bo ślubny w piątek wyjeżdża na tydzień do Rzymu...
Ale jak wróci to zamierzam się urwać, mówię Ci, jak wróciłam to byłam taka promiennie radosna, cierpliwa, te moje bachores jakieś takie rozkoszne mi się wydały i słodkie, dzieciątka moje kochane ;)
Ciekawe na jak długo mi starczy :P
Normalnie człowiek uwiązany jak pies do budy, jak się wyjdzie na świat to wszystko jest takie ciekawe i fajne LOL, nawet podróż autobusem jest ekscytująca :P
Wieszzzzz, ja bym się jednak na twoim miejscu za bardzo nie przyzwyczajała ;)
OdpowiedzUsuńwooooo, szalejesz. a męża pozazdrościć :)
OdpowiedzUsuńa gdzie Twoja czerwien??????
OdpowiedzUsuńto w szoku po zobaczeniu foty ;) zaraz dodam cos :)
ale super :)
OdpowiedzUsuńpowiedz mężowi że wszystkie mu gratuluja pomysłu wypuszczenia Cię z domu..:)
jeszcze tylko kilka dobrze przespanych nocy i po Twoim negatywnym odbiorze świata nie byłoby śladu :**** bardzo się cieszę że miałaś szansę zaczerpnać oddechu :)))
Czerwień mi się zmyła, właśnie wczoraj musiałam farbnąć jeszcze raz ;)
OdpowiedzUsuńNie przyzwyczajam się, nie chce mi się wierzyć, że tak można częściej ;)
OdpowiedzUsuńJuż dziś rano Zuza mnie zdążyła wyprowadzić z równowagi, więc świeżo nabyty "zen-mode" szlag trafił ;)
ej, ja czytam baby co cały czas mają wychodne, o przykład: http://pr0myczek.blox.pl/html
OdpowiedzUsuńmyślę, że można się przyzwyczaić :D i mężóf tyż
hmmm, ttylko wciąż nie wiem gdzie mogłabym iść. Jedno jest pewne dziś idę z młodym na szczepienie;P
OdpowiedzUsuńTo się nie liczy :P
OdpowiedzUsuńIdź do lasa! Albo w góry! Jakbym mieszkała w Zakopcu to musieliby mnie chyba siłą do domu ściągać, jak lecę w góry to jestem jak pies spuszczony ze smyczy :)
zazdroszczę...Boże!!!Jak zazdroszczę...:(dla mnie radością wielką jest myśl,że muszę pojechac na pół godziny na zebranie do przedszkola starszej...W tym przypadku słowo muszę brzmi tak pięknie...
OdpowiedzUsuńRozumiem, naprawdę... Dla mnie normalnie też wyjście po zakupy bez dzieci, na zebranie czy gdziekolwiek indziej jest świętem... Mam serdecznie DOŚĆ :/
OdpowiedzUsuńEwa, jakbyś tu mieszkała i codziennie patrzyła na góry to byś chyba inaczej mówiła :P:P To tak jak ja sobie myślę, że jakbym mieszkała nad morzem to bym codziennie chodziła na plażę :P
OdpowiedzUsuńTak, nad morzem robiłabym to samo :P
OdpowiedzUsuńPewnie masz rację, ale i tak kocham góry :)
Gośka, no wróćże na fejsa, prrroszęęęę... Smutno bez Ciebie!
OdpowiedzUsuńkurde, ale że jednak wróciłaś..... ;-)
OdpowiedzUsuńEwa, mi smutno bez fejsa ale nie wiem, jakoś więcej czasu mam bez niego:P:P
OdpowiedzUsuńMusiałam wrócić, poczucie obowiązku całkiem we mnie nie umarło :P
OdpowiedzUsuńGośka a po co Ci czas, no... :P
OdpowiedzUsuńwróć wróc wróć! :D
OdpowiedzUsuńto do Gośki ;)
bo nam towarzystwo wzajemnej adoracji uszczuplało z lekka ;)