Ze wszystkiego jest pożytek.
Każdą urazę, żal, odrzucenie, złość, butelkuję szczelnie, opatruję etykietką i odstawiam na półkę w emocjonalnej spiżarni. Potem, w sytuacji kryzysowej, wystarczy tylko sięgnąć i już można cieszyć się dopływem czystej, negatywnej energii.
A kiedy zgromadzę za dużo zapasów i ilość gówna przekroczy masę krytyczną, wszystko skończy się wielkim "BUM!".

każdy z nas ma mniejszą lub wiekszą spiżarenkę...
OdpowiedzUsuńTo podobno niezdrowe, ale nie umiem inaczej ;)
OdpowiedzUsuńwiesz co: nawet nie znam nikogo takiego kto by umiał!
OdpowiedzUsuńMój mąż umie :)
OdpowiedzUsuńbrawo!
OdpowiedzUsuńi mój też. bez spiżarenki. taki czilałt, że dziw bierze :D
OdpowiedzUsuńhehe ;)
OdpowiedzUsuń