sobota, 15 grudnia 2012

Zaraza

Małżonek znowu szykuje się do wyjazdu, więc oczywiste było, że coś się stanie. I stało się. Kluś dostał ospy wietrznej. Nie wiem skąd i jak i czemu. Ot, bum i już.
W ciągu kilku godzin pokrył się swędzącą wysypką. Nawet na powiekach. Drapie się, płacze, nie może spać. Jest rozkapryszony i marudny (nie ma się czemu dziwić). Nie schodzi mi z rąk, ale nawet na rękach płacze niemal cały czas...
Czeka nas kilka(naście) trudnych dni. Jeszcze nie wiem jak zorganizować odprowadzanie dziewczynek (nie chcę ich trzymać w domu, zwariuję z nimi wszystkimi na raz :/). Na pomoc rodziny niespecjalnie mogę liczyć, tydzień zapowiada się upojnie :/.



Coś czuję, że Kluś i ja solidarnie i solidnie naruszymy zapasy hydroksyzyny.

Skrzydełka mi opadły.

7 komentarzy:

  1. jedna postaraj sie upchnac z innym rodzicem ze szkoly (te , ktora wczesniej zaczyna) - druga bedziesz sama odprowadzala z Kluskiem. Sczesliwie za kilka dni powinno byc juz lepiej :) powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. nie wiem co powiedziec:( współczuję:( chyba bym się zajebała, ze zdrowymi ostatnio ledwo daję radę:(

    OdpowiedzUsuń
  3. a Klusek to moze w takim stanie wychodzić na pole?

    OdpowiedzUsuń
  4. No właśnie chyba nie może :( Przynajmniej dopóki krosty nie przyschną :( Z tego wynika, że jestem uziemiona w domu z Anią :/
    Zu być może uda się komuś wcisnąć.

    Zdycham ze zmęczenia, nadwyrężyłam sobie plecy kilkugodzinnym noszeniem, kiedy nie chciał się uspokoić i krzyczał cały czas... Nie mogę głęboko oddychać, schylać się, nawet jak siedzę albo leżę, wszystko mnie boli :/ Aaaaa...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ewcia - szczerze Ci współczuję. Wiem o czym mówisz: najstarszy chorował łagodnie (2 tyg temu), a od paru dni najmłodszy ze srednim. Mły kropka w kropkę jak Klusek: dzień na rękach a noce bezsenne i drapie sie na potęgę. Świra można dostać. Od jutra jestem sama z 3ką w domu bo najstarszy dostał goraczki na tle zatokowym i tez zostanie w domu. Trzymaj się!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Gosia, omójboże :(
    Łączę się w bólu, współczuję strasznie... Dobrze, ze ospa tylko raz w życiu, przetrwamy, bo kto jak nie my, ale wyobraź sobie takie jazdy kilka razy w roku aaaaa...

    OdpowiedzUsuń
  7. O, patrz, nie wiedziałam, że ty jeszcze miałaś skrzydełka ;) A myślałam, że już dawno było "to se kurwa polatałam" ;)))

    OdpowiedzUsuń