Piękny, samotny dzień.
Pełna nadziei na przyszłość odebrałam dzieci z przedszkola. Mateusz z lekką gorączką i początkami kataru. Ania z bólem brzucha i biegunką. Jutro też miało być miło i samotnie ale nie będzie.
Na deser, Matju przeciął nożyczkami kabel od routera. I chyba jeden z kabli od ładowarki. Podarł Zuzi książkę z biblioteki i utopił w sedesie pilota od kablówki.

Hahahaha, rozbawilas mnie ta swirnieta kobietka z Orange is the new black.
OdpowiedzUsuńI prawda, tez czekam na bedtime jak na zbawienie.
;) Miało być pięknie, a wyszło jak wyszło. Czyli jak z moimi projektami i realizacjami. jedyna różnica, że budynki straszą dłużej niż dzieci. Trzymaj się dzielna kobieto!
OdpowiedzUsuńA swoją drogą to niezły model z twojego synka.
OdpowiedzUsuńTak można sobie z dziećmi plany zrobić, chyba żeby się wykończyć.
OdpowiedzUsuń