Zuza przyszła ze szkoły z kamieniem w plecaku. Takim, mniej więcej, wielkości pięści.
Ja: CO TO JEST???
Zu: Tomek. Mój przyjaciel. Lubi ciszę, i kiedy odrabiam lekcje to mi nie przeszkadza. Nie próbuje ze mną rozmawiać.
Ja: ...
Matju żywo się zainteresował kamieniem. Wziął go i zaczął nim rzucać w okolicach mojego komputera. Zabrałam kamulec, schowałam.
Zu: Mamo a gdzie schowałaś Tomka?
Ja: Schowałam, żeby Mateusz nie znalazł, bo jak rzuci w telewizor albo komputer to bedzie niefajnie.
Zu: Ale ja bym chciała wiedzieć, gdzie on jest, żebym mogła go odwiedzać...
Zastanawiam się, czy powinnam się zacząć martwić... ;)

Spokojnie, to kolejna faza rozwoju :) dziecko ci rosnie:)
OdpowiedzUsuńJednym słowem zbliżasz się ku wolności ciała i ducha:)
OdpowiedzUsuńO i to jest powiew optymizmu w ten piękny dzień ;) dziekuję bardzo :D
OdpowiedzUsuńDzień piekny, owszem! az sobie kupie frytki w MCD :)
OdpowiedzUsuń:) cudnie :) pozdrowienia dla Tomka
OdpowiedzUsuńtechniczna uwaga: szkoda, że nie ma opcji zamieszczania zdjęć :) Ja mam wirtualnego psa :)
OdpowiedzUsuńkradnę obrazek, bo tam mam czasami, kiedy Teo spi. Pełny relax i czasami aż się zapominam :)
OdpowiedzUsuń