niedziela, 4 maja 2014

Majówki dzień ostatni

I dobrze, bo wymiękam. Zimno, pada, wieje, dzieci sie nudzą.
W przystępie zaćmienia umysłu, wybraliśmy się dziś z dziećmi do Ikei. Na podobny pomysł wpadło zapewne pół Warszawy. Groza. Zostalismy tam tylko dlatego, że jak już wjechaliśmy na parking to wyjechanie z niego z powrotem zajęłoby spokojnie z godzinkę ;)
Trafiliśmy na malowanie twarzy. Zu i Ania nie mogły sobie odmówić.








Na drogach masakra, na parkingach masakra, w makdolcu czekałam na zamówienie 40 minut. Majówka, psiamać. Do lasu nie można bo zimno i mokro. Do kina nie można bo nie da rady się dopchać do kasy. Wszędzie tłumy i smród przypalonej kiełbasy z grilla. Bo deszcz nie deszcz, ale w majówkę grill musi być, choćby na balkonie ;)
Ale na całe szczęście, rytualny obłęd w tym roku trwał tylko cztery dni, zamiast, na przykład dziewięciu, jak się kiedys zdarzyło. Zawsze to jakiś plus ;)

6 komentarzy:

  1. A u nas nie ma majówki;) I dobrze. Są za to bank holidays czyli, zdaje się, dwa wolne poniedziałki w maju. Sprytne, co?;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dobrze, ze juz po. Od zawsze nie lubie tych majowek. Rozwiazanie brytyjskie bardziej do mnie przemawia

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, zda mi się dużo praktyczniejsze :D

    OdpowiedzUsuń
  4. He, he, he, też popełniłam ten błąd. Co gorsza wybrałam się z trójką dzieci na zakupy do outletu i decathlonu. Sphinx był zapchany na maksa, więc popędziliśmy do ikea na obiadek. Wieczorem czułam się jak makaron wyżęty przez maszynkę. Głupia ja, głupia ;)

    OdpowiedzUsuń