Matju namyśla się i oznajmia: "Nie lubiem śtlach".
No właśnie, synku. Ja też nie :)
***
Właśnie rozciął sobie brodę, przy bliższym spotkaniu z kafelkami na podłodze. Dostał histerii i nie pozwolił nawet wytrzeć krwi ;) Kiedy zbliżałam się do niego z wacikiem, uciekał i wył "nienienienienienieeeee!!!".
Oznajmiłam, że trzeba nakleić plaster. "Nienienienienienienienieeeee!!!!".
Ponegocjowałam, pokazalam kolorowe plasterki.
Zgodził się wspaniałomyślnie. "No dobla, psiklej plastel, zieby nie boliło."
No przykleiłam. Ale sukces był połowiczny, bo krew kapała mu z brody a plaster kazał sobie przykleić na ręku ;)

Dzielna jestes, ja na widok krwi slabne :)
OdpowiedzUsuńMatju też dzielny :) zakładam, że po przyklejeniu plastra na rękę już nie bolało ;)
OdpowiedzUsuńOczywiście, że nie bolało, nawet powiedział "juś nie boli" :D
OdpowiedzUsuńNie wiem czy jestem dzielna, chciałam zostać lekarzem albo pielęgniarka :D
OdpowiedzUsuńJa tez mialam byc lekarzem, tylko ta krew :)
OdpowiedzUsuńtrzeba było zostać psychiatrą :D
OdpowiedzUsuńKto nie slucha ojca matki. Teraz psiej skory sie slucham :(
OdpowiedzUsuńOby tylko Matju nie szedł w ślady Kajtka ;) Mój jak tylko sobie coś zrobi zaraz woła "ale nie pojedziemi do śpitala, nie pojedziemi"
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że szpital nie będzie konieczny :D
OdpowiedzUsuńTo faktycznie dziecko gospodarskie, puścić i niech lata po podwórzu z kozami :)
OdpowiedzUsuń