Matju dowiedział się prawdy o Świętym Mikołaju. Ale nie tej, że Święty Mikołaj w wersji z Coca Coli nie istnieje a prezenty przynoszą rodzice, bo to jakimś cudem już wie.
Dowiedział się natomiast kim był prawdziwy Święty Mikołaj, biskup miasta Myra. Przy nakładaniu dziecięciu oświaty kagańca wsparłam się grecką ikoną Św. Mikołaja, wiszącą u nas na ścianie.
Młody był bardzo zainteresowany i natychmiast pobiegł zrelacjonować siostrom czego się nauczył.
"Ania, Ania, wiesz co, prawdziwy Święty Mikołaj nie miał worka z prezentami tylko księgę! Naprawdę! I nie miał białej brody, miał szarą. I brzucha nie miał. I nie miał czapki z pomponem, ale za to na głowie miał are... aule... areu... AURORĘ."
Niech Święty Mikołaj z aurorą na głowie przyniesie wszystkim dużo prezentów. Niech te Święta będą spokojne, karp niezbyt ościsty, a rozmowy przy stole wolne od polityki. Niech w świecie, w którym coraz bardziej strach otwierać oczy, chociaż przez chwilę będzie dobrze. Wesołych Świąt :)

Hej, dlaczego taka cisza na blogu?
OdpowiedzUsuńka żes jes ????
OdpowiedzUsuńCzy to koniec wpisów na pani blogu?
OdpowiedzUsuńNie koniec, tylko dłuuuga przerwa, albowiem opadłam z sił :) Jak się ogarnę to wrócę i nadal będę nękać świat przebłyskami mego pisarskiego geniuszu ;)
OdpowiedzUsuńEwaaaaaaaaaaa..... już masz te siły, kurwa?
OdpowiedzUsuń:)
I dalej nic?
OdpowiedzUsuńno ja mam nadzieję, że wrócisz! Kaja mi właśnie poleciła ten blog i po każdej notce rechoczę jak debilka
OdpowiedzUsuń