Boję się.
Po pewnej, łagodnie mówiąc, nieprzyjemności, której zupełnie się nie spodziewałam, nie mam ochoty na nic, nie mam siły się zbierać, nie mam nawet chęci próbować. Nie mogę z siebie wykrzesać żadnej myśli, wolny czas zabijam oglądaniem debilnych obrazków. Uciekam od wszystkiego, chowam się po kątach. Płaczę.
I boję się do granic histerii. Bo właśnie dotarło do mnie, że jestem sama. Wsparcia dla mnie nie ma i nie będzie. Nieważna jestem, stanowię wyposażenie lokalu.
Oto ja służebnica pańska. Przez małe "p".

chyba coś jest w powietrzu, bo mój nastrój dziś jest podobny i to bez incydentów.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się:*
Hej, hej, proszę zbieraj się, dla siebie się zbieraj, bo jesteś tego warta.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się.
OdpowiedzUsuńWszystkie jestesmy czyimiś sluzebnicami... o ile to choc troche pocieszy...
OdpowiedzUsuńwiec wirtualnie nie jestesmy same! :-)))
trzymaj się dziewczyno - byle do porodu, a potem dostaniesz od natury uśmierzajacy koktajl hormonalno-adrenalinkowy i będzie pięknie! zobaczysz! ps. no i dzięki za instrukcje chustowa - ćwiczę.
OdpowiedzUsuńDziękuję wszystkim :)
OdpowiedzUsuńGosiu - powodzenia :) Jeśli mogę w czymś pomóc - napisz do mnie maila :)