poniedziałek, 12 listopada 2012

Puk puk...

... to ja, rzeczywistość. Widzę, że dobrze się czujesz. Pozwól, że przypierdolę ci w czoło z samego rana, żebyś długo nie zapomniała, za kogo cię inni uważają i kim właściwie jesteś. Na miejsce i waruj, [...].





...I na drugi raz nie wychylaj się, no.

Spoko. Już nie będę. Zapamiętam.

[edit]. Na dzień dzisiejszy Mama Kangurzyca jest zrezygnowana,  zawiedziona i pozbawiona złudzeń. Nie warto ufać nikomu, sobie też nie, bo można się nieźle przejechać.
Stan gimnazjalnej depresji. Smutne to, że mam 35 lat a nie 15. Ale powiadam wam, ile by się lat nie miało, rozczarowanie boli tak samo.

3 komentarze:

  1. a dziekuję :*
    przeżyję, jak zwykle. Dobrze, że tym razem jestem bardziej wkurzona niż zdołowana ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra, wyedytowałam najostrzejsze słowo, coby ludzi nie szokować.

    A do cholery z tym wszystkim i już.

    OdpowiedzUsuń