piątek, 21 grudnia 2012

Eeee tam...

No i gdzie ten koniec świata? O północy na fejsie użytkownik Australia zaktualizował status: "Yes, we're alive". To już wiedziałam, że nie ma na co czekać...
A tak liczyłam na tych Majów no... A tu trzeba dalej zapierniczać.
Foch jak ch*j.
O.


5 komentarzy:

  1. też się wkurzyłam...
    posiadam dwie sztuki potomstwa, ale aktualnie sztuka młodsza (20 mcy), płci męskiej doprowadza mnie do obłedu.
    Po raz pierwszy w życiu boję się, że dojdzie do niecnych rękoczynów,a ja wyląduję za kratkami...

    OdpowiedzUsuń
  2. Łączę się w bólu i wiaderko cierpliwości posyłam ;)
    Obawiam się, że będą o nas opowiadać w tym samym wydaniu Wiadomości ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha, a potem sesje w SE, jak niejaka Katarzyna W.
    Celebrytkami, tfu, zostaniemy....
    A masz tak ze dwa wiaderka jeszcze?

    Chyle czoła, tak na marginesie.

    MK.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha, a potem sesje w SE, jak niejaka Katarzyna W.
    Celebrytkami, tfu, zostaniemy....
    A masz tak ze dwa wiaderka jeszcze?

    Chyle czoła, tak na marginesie.

    MK.

    OdpowiedzUsuń
  5. LOL nie mam więcej :P Już wczoraj byłam bliska czynów karalnych ;)
    Musimy zacząć spożywać cierpliwość w płynie :P

    Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń