środa, 30 października 2013

Halloween

All Hallows' Eve czyli coś podobnego do słowiańskich Dziadów. Nowa świecka tradycja, która zaczyna się mościć w polskiej rzeczywistości. A ja zaczynam to odczuwać ;)

Najpierw Ania przyszła któregoś dnia z przedszkola i zażądała kostiumu tygrysa. Na Bal Halloween. Najprościej byłoby coś kupić, ale raz, że nie ma pieniędzy, dwa, nie ma wyboru. Za oceanem, w helołinowym sezonie, mozna wybierać i przebierać, u nas jeszcze pustki a to co jest, kosztuje majątek. Zaczęłam więc kombinować - może jednak coś innego, dziecinko? Może biedronka, jak w zeszłym roku? Może wróżka? Aniołek? Nie, mamusiu, ma być tygrys.
Zawołałam na fejsie i z pomocą przyszła życzliwa koleżanka :) Pożyczyła nam tygrysie akcesoria - opaskę z uszami, ogon na gumce i rozkoszną kokardkę na szyję, w tygrysi wzorek.

Zuza natomiast zgłosiła zapotrzebowanie na lampion z dyni. Do szkoły, na konkurs.
Mąż zakupił niedużą dyńkę. Następnie zagłębił się w internetowych poradnikach wycinania dyń, żeby dobrze się przygotować na to wyzwanie. Ja z kolei uznałam, że wycięcie gęby na warzywie to nie jest coś, co wymaga wielogodzinnych czynności przygotowawczych, złapałam marker, narysowałam co trzeba, pokazałam palcem gdzie i co wyciąć i już.

Wczoraj, ciemną nocą, przetworzyliśmy dynię na nasz debiutancki  lampion z wyszczerzoną mordą ;) Oboje świetnie się przy tym bawiliśmy. Najgorsze było wydłubywanie flaków ze środka, fuj ;)
Mąż upierał się używać wielkiego rzeźnickiego noża ;) O dziwo, poradził sobie bardzo dobrze.



Wstawiliśmy świeczkę, zgasiliśmy światło i...


Oboje westchnęlismy z zachwytu i samozadowolenia ;) Wygląda na to, że się udało ;) Nieźle, jak na pierwszy raz.
Dziś muszę wyprodukować kilka pająków z czarnego papieru i przykleić na wierzchu, żeby, jak to ujeła Zu, "było straszniej" ;)



12 komentarzy:

  1. Dobrze, że jest fejsbuk ;)
    Śliczna ta wasza dynia. Ja do helołinu podchodze jak do walentynek, czyli nie cierprrrrpie, ale jest to nieuniknione i dzieci już wyrastają w tym duchu i chyba muszę to przyjąć i już.;)

    OdpowiedzUsuń
  2. poczekaj, za trzy lata bedziesz biegać za kostiumem supermena, czarodzieja czy cos takiego :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Flaki najlepiej wydłubuje się łyżką ;)
    Dyniusia śliczna, a Twój M. widzę z tym nożem wczuwa się w klimat ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. No wydłubywałam łyżką, ale dyńka malutka, więc trzeba było to zeskrobane wyciagać ręką. Zapach surowej dyni przyprawia mnie o mdłości, fujaaa.

    OdpowiedzUsuń
  5. No bede musiala biegac :) on jest taki malutki i wydaje mi sie, ze bedzie juz caly czas taki, trudno mi jest go sobie wyobrazic jako doroslego trzylatka :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No bede musiala biegac :) on jest taki malutki i wydaje mi sie, ze bedzie juz caly czas taki, trudno mi jest go sobie wyobrazic jako doroslego trzylatka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Patrycja, trzylatki jeszcze nie są dorosłe :P zwłaszcza chłopcy:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Chłopcy NIGDY nie dorośleją, niestety ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak się patrzę na trzylatka w porównaniu do kilkumiesiecznego niemowlaka, to mi się wydają dorosłe ;) ;) ;) a to prawda, chłopcy (a potem mężczyzni) nigdy nie dorośleją do końca ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. chłopcy do trzeciego roku życia dorośleją, a potem już tylko rosną ;)
    dynia fantastyczna!

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak, zgadzam się co co cyklu rozwojowego samca Homo Sapiens ;)

    OdpowiedzUsuń