Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ubrania do noszenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ubrania do noszenia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 listopada 2011

Pierwszy ergospacer

Mateusz, osiągnąwszy rozmiary młodej orki, przestał się mieścić w gondoli. Razem z kombinezonem zimowym wchodzi na wcisk i zupełnie nie jest przy tym zadowolony. Podjęłam więc męską decyzję i na drogę do szkoły zapakowałam go dziś w nosidło. Wychodziłam z duszą na ramieniu - rozwrzeszczy się czy nie? Na początku rozglądał się wokół oczami jak pięciozłotówki, potem powieki zaczęły mu opadać i usnął. 


Wyciągnęłam z szafy moją babywearingową kurtkę do zadań specjalnych. Sprowadzona z Rosji, co ma niebagatelne znaczenie, bo dostosowana jest do tamtejszych dzikich temperatur i spokojnie utrzymuje nas w ciepełku  do -20 C. Oboje z młodym byliśmy bardzo lekko ubrani, i przy temperaturze 0 stopni wróciliśmy mocno upoceni. Kurtka ma wygląd nieco, hmmm... awangadrowy, podszyta jest polarem w różowe serduszka (Zuzia jest oczarowana "och, mamo, ależ masz śliczną kurtkę od spodu!"), co mnie średnio zachwyca, ale nie miałam wyboru  rozmiar na słonia był tylko w tym kolorze...
Małemu wystawała na zewnątrz jedynie uszata czapeczka. Budziliśmy wielkie zainteresowanie na ulicy i w szkole.


Sąsiadkę przyprawiłam o atak serca, kiedy wyjrzała przez okno. Zobaczyła mnie bez wózka i doznała szoku - "o mój Boże, Ewa zapomniała wózka z małym!"... Podejrzenie całkiem uzasadnione, zważywszy, że ostatnio jestem tragicznie rozkojarzona.

niedziela, 21 czerwca 2009

Piknik P&G

Dziś spędziliśmy bardzo miło czas na pikniku, organizowanym dla pracowników i ich rodzin, z okazji 15lecia P&G w Polsce. Impreza (wielka) odbyła się na Rancho "Pod Bocianem".
Była moc atrakcji, poczynając od tony pysznego jedzenia a kończąc na zorbingu :) (nie, ja nie próbowałam ;)
Na początku, korzystając z pięknych okoliczności krajobrazowych, zrobiliśmy sobie krótką sesję zdjęciową, w której główną rolę zagrał Bio Storch Louise w kolorze zielonym (nawiasem mówiąc - chusta cienka, mięciutka i nosi doskonale, śliczny, letni kolor; chętnie bym taką przygarnęła na zawsze :); a za pożyczenie zieleńca widocznego na zdjęciach bardzo, bardzo dziękujemy Lidce :)
Wiązanie to niedokończony "plecak Hanti", czyli plecak z krzyzem (BWCC) z prostymi ramionami. Niedokończony, bo nie zrobiłam z przodu tybetańczyka (zabrakło mi chusty, to był rozmiar standard ;).



Zuza jak tylko zobaczyła wodę, ruszyła z kopyta moczyć kopyta ;)


Udało mi się ją powstrzymać. Na szczęście.






Dalej był mostek z bali. Trzeszczących. A między nimi, w szczelinach (dużych) widać było wodę. Złamie się, nie złamie... Taki dreszczyk emocji. Zielony mosteczek ugina się... ;) Pode mną dość mocno ;)








Zuza sporą część imprezy przesiedziała w ogromnym, dmuchanym kojcu z piłeczkami. Dosłownie wsiąkła.


Na co patrzyłam z lekkim przerazeniem :)


Jak widać, zupełnie nieuzasadnionym, bo Zu bawiła się wyśmienicie.



Z pewną taką niesmiałością skorzystała tez z dmuchanej zjezdzalni.


W międzyczasie zrobiło się zimno, więc zaprezentowałam światu dwuosobowy polarek Gabi (doskonale się sprawdził w terenie).
Budziłam zainteresowanie, chyba uzasadnione ;)



W końcu Ania, zmęczona wrażeniami i zaizolowana polarkiem od popołudniowego chłodu, odpłynęła.




I to by było na tyle :)

poniedziałek, 11 lutego 2008

Kurtka dla dwojga Felix Pera


Mam! :) Sama jestem w szoku, Najlepszy z Mężów zgodził się sfinansować ten nietani zakup (kochanie, dziękuję!).
Pierwsze odczucia:kurtka jest, hmmm... prosta. To znaczy ma niezbyt wymyślny krój, przypominający sztormiak (Rafał wyraził się o niej nieco dosadniej - "wyglądasz jak cieć";) ale sporo przesadził;).
Na pierwszy rzut oka nie robi wielkiego wrażenia, w zasadzie nie robi żadnego wrażenia, ale w miarę bliższego poznawania zdecydowanie zyskuje. Przede wszystkim jest porządnie uszyta - nie ma wystających nitek, niepełnych szwów, niedoróbek, wszystko jest równe, solidne i trzyma się kupy. Prosty design można akurat uznać za plus, nie ma żadnych rzepów, napów, sprzączek itd mogących utrudniać użytkowanie (kwestia gustu w sumie, dla mnie im prościej tym lepiej).
Jest zaskakująco cienka - składa się z wierzchniej warstwy z Tactelu i wszytej polarowej podszewki, żadnych dociepleń. Dzięki temu jest leciutka. Postanowiłam przetestować jej "grzejność" i wybrałam się w niej na zakupy: przy temperaturze 0 stopni założyłam tylko cieniutką dzianinową bluzeczkę i na nią kurtkę. I wiecie co - było mi w sam raz, mimo wilgoci i wiatru :) Wniosek - kurtka jest wystarczająco ciepła jak dla mnie, przypuszczam że jeszcze lepiej będzie z dzieckiem w chuście, wszak to dodatkowe ogrzewanie:)
Ma kaptur chowany w kołnierzu, łatwo dostępne troczki do regulacji otulenia dziecia siedzącego na plecach, podwójne kieszenie zapinane na suwak, troczki do ściągania dołu kurtki.

Mierzyłam też Suse's kinder, zastanawiałam się czy nie zmienić decyzji, no bo tańsza i taka wielofunkcyjna, o wyglądzie nie wspominając. Ale po dokładnym obejrzeniu i przymiarce stwierdziłam że pozostanę przy FP mimo przaśno-pastewnego designu.
Suse's jest piękna :) I to w zasadzie jedyne co mi się w niej podobało. Ma śliczny, sportowy krój (Rafałowi sie podobała o wiele bardziej niż FP). Ale przy bliższym obejrzeniu sprawiała wrażenie gorzej, mniej solidnie wykonanej, wydawała mi się jakaś taka... delikatniejsza. Łagodnie mówiąc.
Miała tu i ówdzie rzepy (nie cierpię rzepów), w ogóle wydawała sie bardziej skomplikowana. No i składa się z dwóch warstw - polaru i warstwy wierzchniej. Tak, wszyscy uważają to za największą zaletę, ale dla mnie to akurat jest wada (wiem co mówię,dorobiłam się już 3 kurtek outdorowych z wypinanym polarem). Wierzchnia warstwa Suse's była cienka (cieńsza i miększa niż solidny materiał FP), polar grubszy, przy wkładaniu rąk w rękawy polar wyłaził, przy każdym poruszeniu rękami (zakładanie plecaka na przykład) wszystko się przemieszczało, przesuwało, zwijało. Niewygodne. No i nie wiem czy rzeczywiście ta wierzchnia kurteczka jest taka praktyczna np na deszcz czy wiatr, nie sprawiała wrażenia odpornej na warunki atmosferyczne. Tak więc, ku ubolewaniu mojego męża, pozostałam przy pierwotnej decyzji. Nie mogę się doczekać kiedy będę mogła używać nabytku zgodnie z jego przeznaczeniem :D

Tak wygląda panel na dziecia (model z kołnierzem-muszlą:


Widok z tyłu - suwak do wpinania panelu.

Widok z tyłu z zasuniętym suwakiem:


Wnętrze kurtki, troczki do ściągania panelu kiedy jest przypięty z tyłu:

Metalowa klamerka przy kołnierzu, strasznie mi sie podoba :D:

Widok z przodu:

piątek, 28 września 2007

Babywearing poncho

Jako że zbliża się jesień, jest coraz chłodniej, odczułam potrzebę posiadania okrycia wierzchniego. Oczywiście podwójnego - dla mnie i dla Zuzi. Kurtki babywearingowej nie chcę na razie kupować, sprawię sobie taką dla ewentualnych kolejnych potomków.
Poprosiłam więc Mamę, żeby uszyła mi poncho wedle wskazówek ze strony Gyspy Mama: http://www.gypsymama.com/sew_poncho.htm

Wczoraj odebrałam wynik - przepiękne, wielkie poncho w kolorze wściekłej pomarańczy z obłędnie czerwoną podszewką:) W sam raz na jesień:) Materiały to polar gramatura 400 (15 zł za metr) i wiskozowa podszewka (6 zł za metr).

Zdjęć w akcji na razie nie posiadam, może w ten weekend uda mi się zmusić małżonka do pstryknięcia kilku fot. Na razie załączam więc tylko zdjęcie poglądowe:)

09.10.2007 r.:
Po kilku dniach wyklarował mi sie problem: jak założyć poncho przez głowę dziecia siedzącego na plecach???? Moja aktualna odpowiedź brzmi - nie da się... Trzeba miec pod ręką kogos do pomocy. Albo nosić tylko z przodu.
Pocieszam się że Zuza już niedługo będzie umiała zrobic to sama:)