wtorek, 14 stycznia 2014

A czas płynie

Jestem dziś zdecydowanie nieproduktywna. Tyle rzeczy do zrobienia, że zamiast się starać, szarpać i walczyć a nastepnie skończyc z uczuciem niedosytu, postanowiłam wybaczyć sobie, nie robić nic i uniknąć rozczarowań ;)
To była trafna decyzja :)


Cisza trwa...

Z nowości - Matju powoli sam się odpieluchowuje z własnej inicjatywy. Komunikuje bardzo głośno i dobitnie "siuusiuuuuuu!!!!!", siada na sedesie, robi co należy, następnie czule się żegna "siusiu papaaa!" i spuszcza wodę.
Zadziwiające, w jak różny sposób proces ten zachodzi u różnych dzieci. Zu była słabo wyuczalna i doprowadzała mnie do rozpaczy, ale w końcu się udało, wspólnym wysiłkiem. Ania nauczyła się w kilka dni, nie bez wpadek. A Matju po prostu pewnego dnia odmówił sikania do pampersa i już. Bez żadnych zachęt z naszej strony. Ot tak sobie. Z kolejnym dzieckiem pewnie zaczęłabym EC ;)


;)

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Cicho, ciiii...

Matju przez cały tydzień będzie chodził do przedszkola, chyba, że zachoruje (tfu tfu, Dobry Losie, nie rób mi tego).
Spokojności Dzień Pierwszy.
Jakże inaczej smakuje herbata, kiedy jest gorąca, pita małymi łykami w wygodnym (choć nieco zasyfionym) fotelu przed telewizorem. Jakimż luksusem jest możliwość położenia się i zaśnięcia kiedy się ma na to ochotę :D
Jakimż błogosławieństwem jest CISZA. Kojąca stargane nerwy, wszechogarniająca, cudna cisza. Tylko uszy matki są zdolne to docenić.
Nie muszę nasłuchiwać, czaić się w trybie oczekiwania, czy dzieci mnie potrzebują. Mogę się zastanowić, czego JA potrzebuję a potem sobie to dać :)
Zupełnie jak najlepsze wakacje :)


niedziela, 12 stycznia 2014

Seriale


Nie ma to jak mały nocny maratonik z soczystym horrorem, piwem i zapasem nachos.

Aktualnie oglądam:


Bardzo ładna muzyka i, gdzieniegdzie, równie przyjemny dla ucha dziwny akcent.

czwartek, 9 stycznia 2014

Nie chwal dnia przed zachodem słońca

Piękny, samotny dzień.
Pełna nadziei na przyszłość odebrałam dzieci z przedszkola. Mateusz z lekką gorączką i początkami kataru. Ania z bólem brzucha i biegunką. Jutro też miało być miło i samotnie ale nie będzie.
Na deser, Matju przeciął nożyczkami kabel od routera. I chyba jeden z kabli od ładowarki. Podarł Zuzi książkę z biblioteki i utopił w sedesie pilota od kablówki.




środa, 8 stycznia 2014

:)

Po raz pierwszy od trzech tygodni, a może czterech, nie pomnę, dzieci udały się do placówek edukacyjno-wychowawczych. Odprowadziłam, a, wracając, snułam piękne wizje jak to położę się spać, albo usiądę i będę się w CISZY gapić w ścianę. Przez co najmniej godzinkę. O taaak, będzie cudownie, będzie pięknie.
Weszłam do domu, rozejrzałam się świeżym okiem, westchnęłam, podwinęłam rękawy... i spędziłam następne 6 godzin na zbieraniu śmieci, zmywaniu soku i serka z paneli, wydłubywaniu resztek cukierków spod kanapy, układaniu zabawek i wykrywaniu kawałków kanapek, powciskanych, Bóg jeden wie czemu, w różne ciemne kąty. I tak dalej.

Czas na Czas. Czas Dla Siebie. To znaczy, te 25 minut, które spędzę na oglądaniu Saturday Night Live na jutubie. Uważam, że proporcja sprzątania do ogladania powinna byc odwrotna, ale poczucie obowiązku gryzło mnie w kostki i warczało, więc jest jak jest.

Obśmiechłam się przy tym :D



poniedziałek, 6 stycznia 2014

Cytat na dziś

"We are more often frightened than hurt; and we suffer more from imagination than from reality."
— Lucius Annaeus Seneca

sobota, 4 stycznia 2014

Po świętach

 Zepsuła mi się waga. I bardzo dobrze, bo...


Niby nie jadłam dużo, ale...


Mimo wszystko...

... no właśnie.
Więc dobrze, że nie wiem jak bardzo jest źle ;)