Ufff. Wróciliśmy z Białogóry. Z jednej strony żałuję, że to było tylko 12 dni, a z drugiej - jestem szczęśliwa że wróciliśmy. Jak co roku czule powitałam pralkę i zmywarkę. Wydawało mi się, że wyjeżdżając, zostawiam dom w stanie ostatecznego syfu i bałaganu, a kiedy przestąpiłam próg po powrocie, zachwyciłam sie czystością, przestrzenią, świeżym zapachem oraz brakiem piachu chrzęszczącego pod nogami :) Oto jak prawie dwa tygodnie spędzone z rodziną w jednym pokoju z mikrołazienką potrafią zmienić punkt widzenia :)
Fotorelacja będzie, jak tylko się obrobię z górami prania i sprzątaniem. Jakby mi było mało roboty, dołożyłam jeszcze próby odpampersowania Ani (wczoraj spotkałam sąsiadkę z synkiem, młodszym od Kluski o 3 miesiące i on juz bez pieluchy, więc ambicja mnie szczypnęła ;) ). Nie uwierzycie ile rzeczy jest w stanie obsikać jedna dwuletnia dziewczynka w ciągu piętnastu minut. Czasem myślę sobie czy aby pies mojej siostry nie udzielił jej kilku lekcji ;)
wtorek, 17 sierpnia 2010
czwartek, 22 lipca 2010
Poducha do igieł
Od dawna brakowało mi porządnej poduszeczki do igieł/szpilek. Niby sprawa mało ważna, ale za każdym razem, kiedy zasiadałam do szycia/naprawiania/przeszywania przy moim robótkowym stole, a potem wstawałam i leciałam po szpilki/igły do drugiego pokoju (trzymałam je zamknięte przed dziećmi, w robótkowni nie mam takiej możliwości), odczuwałam, łagodnie mówiąc, lekkie zdenerwowanie.
Chciałam poduszeczkę słusznych rozmiarów i koniecznie wiszącą, żeby dzieciarnia się do niej nie dobrała. Dziś telepnęło mną natchnienie i sobie wreszcie taką uszyłam.
Oczywiście, nie obyło się bez prucia. Jestem kompletną beznadzieją jeśli chodzi o zmysł przestrzenny i za nic w świecie nie umiem sobie wyobrazić jak to czy tamto będzie wyglądać wywrócone na drugą stronę, przekręcone itd. Pasek do zawieszania wszywałam ze trzy razy zanim trafił tam gdzie powinien :)
Kiedy już pozszywałam, wypchałam, zaszyłam (powstała normalna poduszeczka na pasku) , to popatrzyłam na swoje dzieło, a ono aż się prosiło, żeby ucharakteryzować je na minitorbę. No więc zabrałam się za szycie klapki. Tutaj też prucie - pozszywałam wszystko lewą stroną na wierzch, potem próbowałam wywrócić i mocno się zdziwiłam, jak mi nie wyszło ;)
Końcowy efekt uznałam za zadowalający. Klapka jest w miarę równa, ma guziczek:
i, moim zdaniem, całość wygląda sympatycznie :) A co najważniejsze - będę wreszcie miała dostateczną ilość szpilek i igieł pod ręką.
wtorek, 20 lipca 2010
Kosmetyczka
Zuzia pojechała na wakacje do Babci, więc, korzystając ze świętego spokoju, postanowiłam się odstresować przy maszynie i stworzyć jakieś wiekopomne dzieło. Padło na tildowy wykrój kosmetyczki.
Na wstępie - specjalne podziękowania dla Marty, za te wszystkie piękne materiały, które mi podarowała :) Patrzą na mnie z szuflady i spokoju nie dają :) Na kosmetyczkę wybrałam dwa z nich: wzorki na wierzch i pasujące błękitne płócienko do środka.
Przeżegnałam się i zasiadłam z drżącymi dłońmi do szycia.
Krojenie poszło łatwo, bo i kształt nieskomplikowany, i części niedużo. W książce napisane było, żeby usztywnić kosmetyczkę za pomocą "cotton padding". Z braku czegokolwiek, co można by podciągnąć pod tę nazwę, użyłam watoliny (ovaty). O święci Pańscy, jakich ona mi dostarczyła upojnych wrażeń podczas szycia, tego ludzkie słowo nie opisze :) Watolina jest gruba, kłaczata i kudłata, do tego jakby lepka, stopka mi się w nią wbijała, trzeba ją było co chwila wyplątywać. Ale dałam radę.
Potem należało, zgodnie z instrukcją, wszyć suwak, między wierzch a spód. Oczywiście ułożyłam go nie tak jak trzeba, wszyłam z obu stron i, rzecz jasna, nic mi się nie zgadzało :) Sprułam i przyszyłam poprawnie, klnąc na czym świat stoi.
Dodam, że jedną stronę suwaka wszyłam zwykłą stopką, skutkiem czego złapałam go na ostatnim milimetrze szerokości :) Potem wpadłam na to, że może wygodniej i rozsądniej byłoby użyć stopki do wszywania zamków, i rzeczywiście - było wygodniej :) Ale pierwszej strony już nie miałam siły pruć, więc zostawiłam ją jako, khem khem, specyficzne memento ;)
Suwak wszyty jest niemiłosiernie krzywo (na końcach zwłaszcza), więc po wywróceniu, w strategicznych punktach uwidoczniły się rozziewy wielkie jak paszcza krokodyla. Zaszyłam je po wierzchu brązową mulinką i jest git :D
Tak wygląda gotowy wyrób:
Z bliska:
I w środku.
Tutaj widać za daleko wszyty zamek, obok niego wylazł zygzak, którym przyszywałam ovatę do wierzchu ;)
W środku jest jeszcze większy babol, którego nie pokażę - zaszywając dziurę, przez którą wywracałam to arcydzieło na prawą stronę, użyłam, nie wiem czemu (w zaćmieniu chyba i w pośpiechu, bo spieszyłam się do lekarza) brązowej nici, świetnie widocznej na błękitnym tle. Widać każdy mój koślawy ścieg :) Poprawię to kiedyś, ale na razie mi się nie chce :)
Jak na pierwszy raz, uważam, że poszło nieźle, mimo pewnych obiektywnych trudności i niedociągnięć :)
Największym osiągnięciem tego projektu jest to, że zaczęłam traktować maszynę do szycia jako użyteczne i sympatyczne narzędzie, a nie jako kurzący się na stole obiekt, do którego podchodzi się jak pies do jeża ;)
wtorek, 13 lipca 2010
Potwory i spółka
Z tytułu można by wysnuć wniosek, że znowu będzie o dzieciach, ale -niespodzianka - w roli tytułowych potworów wystąpi atakujące nasze mieszkanie robactwo.
Mamy w domu i najbliższej okolicy (balkon, parapety) przegląd pająków wszelkich mas, wielkości i gatunków. Tłukę je Raidem na owady biegające, ale to twardziele i co chwila spuszczają kolejny desant.
O osach i muchach nie warto wspominać, nie zauważam ich już (wydawałoby się, że nie powinno ich tu tyle być, zważywszy na zastępy pająków i hektary pajęczyn, ale jakoś są i dobrze się mają).
Najgorszy jednak wstrząs przeżyłam wczoraj, kiedy weszłam do pokoju Zuzi zgasić wieczorem światło. Mała spała, a na poduszce tuż przy jej buzi siedział owadzi potwór, wielki na kilkanaście (mąż twierdzi, że ledwie kilka, ale się myli!) centymetrów... Wyglądało to jak przerośnięty pasikonik, było zielone, obrzydliwe i GIGANTYCZNE.
Całkiem podobne do tego na fotce, jak kto lubi takie widoki to zapraszam TU
piątek, 2 lipca 2010
Przestój
Mam przestój w blogowaniu, spowodowany głównie awarią komputera. Nowiuteńki, jeszcze nie spłacony, a wziął sie i się wrednie wykrzaczył. Obecnie jest w drodze do serwisu, gdzie, mam nadzieję, go wybebeszą i zlikwidują problem, a ja zostałam jako ta sierota bez zdjęć, notatek i innych niezbędnych różności.
Ania skończyła dwa lata, nadal nie mówi po ludzku :) i nie udało mi się wyleczyć jej z cycoholizmu.
Zuzia zakończyła rok przedszkolny i siedzi w domu. Raz w w naszym, raz u sasiadów, tłukąc się z ich córką - swoją najlepszą przyjaciółką (widząc je w akcji nikt by nie pomyslał, ze się lubią - panienki biora sie za łby az kłaki lecą) :)
A największy news, przepełniający mnie od kilku tygodni - zapisałam się na kurs na prawo jazdy! W Babskiej Autoszkole. Zakończyłam część teoretyczną i z drżeniem serca czekam na telefon od instruktora i pierwszą jazdę... Co tu kryć - boję się przeokropnie, bo nigdy nie siedziałam za kierownicą.
Ania skończyła dwa lata, nadal nie mówi po ludzku :) i nie udało mi się wyleczyć jej z cycoholizmu.
Zuzia zakończyła rok przedszkolny i siedzi w domu. Raz w w naszym, raz u sasiadów, tłukąc się z ich córką - swoją najlepszą przyjaciółką (widząc je w akcji nikt by nie pomyslał, ze się lubią - panienki biora sie za łby az kłaki lecą) :)
A największy news, przepełniający mnie od kilku tygodni - zapisałam się na kurs na prawo jazdy! W Babskiej Autoszkole. Zakończyłam część teoretyczną i z drżeniem serca czekam na telefon od instruktora i pierwszą jazdę... Co tu kryć - boję się przeokropnie, bo nigdy nie siedziałam za kierownicą.
czwartek, 10 czerwca 2010
Ania powiedziała...
Dziecko jest jak walizka - co włożysz to wyjmiesz. O prawdziwości tej odkrywczej myśli przekonałam się dzisiaj.
Ania chce iść do sąsiadów.
Ania: Ciocia, ciocia!!!! (łomocze w drzwi).
Ja: Aniu, proszę, mama musi się jeszcze ubrać, założyć buty, przebrać cię, zmienić ci pieluchę, zabrać telefon, zamknąć drzwi...
Ania: Mama! Nie-ma-ludź!!!!
Co było robić? Podkuliwszy ogon pod siebie mama przestała marudzić :))))
wtorek, 8 czerwca 2010
Komunikaty Ministerstwa Prawdy
Wspomniał o nich w ostatniej notce R. Ziemkiewicz.
Zaintrygowało mnie to tajemnicze zjawisko i pogrzebałam na YouTube. I PADŁAM!
Tak jędrnego i świeżego zgrywu nie widziałam od dawna. Polecam, rechocząc ze łzami w oczach :)
Jest ich kilka, tu jeden na zachętę:
I jeszcze KANAŁ Ministerstwa na YouTube.
Subskrybuj:
Posty (Atom)