Z cyklu: Mroczne Piękno Znalezione w Sieci.
OTO RADZIECKA KSIAŻKA DLA DZIECI, ilustrowana rysunkami, ewidentnie pokazującymi jak robić zabawki z... ziemniaków i zapałek.
Proszzz, obrazeczek na zachętę:
Prawda, że przepiękne? Mnie się zjeżyły włosy na głowie, szczególnie w kontekście tego, co stało się w kolebce Jedynie Słusznego Ustroju już kilka lat po wydaniu tego arcydzieła.
piątek, 13 listopada 2015
wtorek, 10 listopada 2015
Macierzyństwo - wyzwanie dla ludzi o mocnych nerwach (i żołądkach)
Pisałam już kiedyś o rotawirusie i wywołanym przezeń megapawiu na podłodze. (Matka sprząta.)
Prawdopodobnie pisałam kiedyś o systematycznie zasikiwanej pościeli ( i nie tylko pościeli). (Matka przebiera i pierze.)
Na pewno pisałam kiedyś o zawartości pieluchy (pozwolę sobie uściślić, że nie chodzi mi o siku) rozsmarowanej na meblach, ścianach i dywanie. (Matka załamuje sie nerwowo, czyści i dezynfekuje wszystko jak leci, puszczając od czasu do czasu dyskretnego pawika do podręcznej miski.)
Dziś miałam okazję rozszerzyć moje macierzyńskie kompetencje.
Otóż Matju panicznie boi się wydmuchiwania nosa. Dopóki był mały, masakrowałam go w razie potrzeby aspiratorem Katarek, podłączanym do odkurzacza (który niezmiennie polecam, znaczy aspirator, nie odkurzacz). Kiedy podrósł, stosowanie przemocy stawało się coraz bardziej utrudnione - spróbujcie utrzymać nieruchomo czterolatka o wzroście 115 i wadze mniej więcej 21 kilo: zapewniam, że to spore wyzwanie.
Po zebraniu kolekcji siniaków w różnych miejscach zdecydowałam, że metody hitlerowskie należy zastąpić stymulacją kory mózgowej, czyli muszę wziąć chusteczkę i przemówić dzieciakowi do rozumu.
Przemawiałam i przemawiałam do zachrypnięcia, całymi tygodniami, bez widocznych efektów. Boi się i już, dmuchał nie bedzie, matka, sp......aj, znaczy yyy... daj sobie spokój. Każdy kolejny katar zbierał coraz gorsze żniwo i trwał coraz dłużej (wiadomo, że zatkany permanentnie nos to istne SPA dla bakterii).
Przy ostatnim katarze, który trwa już od ponad tygodnia, zdarzyło się właśnie dziś, że po nieprzespanej nocy, półprzytomna o piatej rano, kazałam Młodemu dmuchać w chusteczkę, tylko... zapomniałam wziąć chusteczki. Matju zasmarkał mi zielonym glutem palce i był z tego powodu tak szczęśliwy, że niemal fruwał. Od tej pory dmucha tylko mamie w rękę... Bez chusteczki.
A potem ludzie się dziwią, że wino. Przecież na trzeźwo się, kurde, nie da.
Prawdopodobnie pisałam kiedyś o systematycznie zasikiwanej pościeli ( i nie tylko pościeli). (Matka przebiera i pierze.)
Na pewno pisałam kiedyś o zawartości pieluchy (pozwolę sobie uściślić, że nie chodzi mi o siku) rozsmarowanej na meblach, ścianach i dywanie. (Matka załamuje sie nerwowo, czyści i dezynfekuje wszystko jak leci, puszczając od czasu do czasu dyskretnego pawika do podręcznej miski.)
Dziś miałam okazję rozszerzyć moje macierzyńskie kompetencje.
Otóż Matju panicznie boi się wydmuchiwania nosa. Dopóki był mały, masakrowałam go w razie potrzeby aspiratorem Katarek, podłączanym do odkurzacza (który niezmiennie polecam, znaczy aspirator, nie odkurzacz). Kiedy podrósł, stosowanie przemocy stawało się coraz bardziej utrudnione - spróbujcie utrzymać nieruchomo czterolatka o wzroście 115 i wadze mniej więcej 21 kilo: zapewniam, że to spore wyzwanie.
Po zebraniu kolekcji siniaków w różnych miejscach zdecydowałam, że metody hitlerowskie należy zastąpić stymulacją kory mózgowej, czyli muszę wziąć chusteczkę i przemówić dzieciakowi do rozumu.
Przemawiałam i przemawiałam do zachrypnięcia, całymi tygodniami, bez widocznych efektów. Boi się i już, dmuchał nie bedzie, matka, sp......aj, znaczy yyy... daj sobie spokój. Każdy kolejny katar zbierał coraz gorsze żniwo i trwał coraz dłużej (wiadomo, że zatkany permanentnie nos to istne SPA dla bakterii).
Przy ostatnim katarze, który trwa już od ponad tygodnia, zdarzyło się właśnie dziś, że po nieprzespanej nocy, półprzytomna o piatej rano, kazałam Młodemu dmuchać w chusteczkę, tylko... zapomniałam wziąć chusteczki. Matju zasmarkał mi zielonym glutem palce i był z tego powodu tak szczęśliwy, że niemal fruwał. Od tej pory dmucha tylko mamie w rękę... Bez chusteczki.
A potem ludzie się dziwią, że wino. Przecież na trzeźwo się, kurde, nie da.
niedziela, 8 listopada 2015
Poważna decyzja
Chcę obciąć włosy, zapisz mnie do fryzjera! Nie chcę obcinać włosów, chcę mieć kucyk! Mam dość długich włosów, tylko kołtuny się robią! Zapisz mnie do fryzjera! Nie zapisuj mnie do fryzjera! Aua, boliii! Nie mogę się rozczesaaaać!
Po kilku miesiącach mentalnych i werbalnych zmagań z samymi sobą, panienki definitywnie zażądały wizyty u fryzjera. Wcale im się nie dziwię, matka ma dwie lewe ręce do fryzur i jedyne co potrafi to krzywy warkocz ;) Kiedy patrzę na ślicznie uczesane królewny w szkole (francuski warkocz z boku głowy, korona, zygzakowaty przedziałek, kłos, no cuda panie cuda) to sie wstydzę, bo ja tak nie umiem. Więc po co się mają dzieci frustrować. Ciach i już.
Postrzyżyny nastąpiły wczoraj rano. Efekt jest, uważam, miły dla oka:
U Ani na nosie widac jeszcze resztki opuchlizny i blednący siniak, o którym zapewne napiszę w szerszym kontekście, jak tylko opadną mi emocje. Powiem jedynie, że szkoła nie zawsze przyjaznym miejscem jest.
Po kilku miesiącach mentalnych i werbalnych zmagań z samymi sobą, panienki definitywnie zażądały wizyty u fryzjera. Wcale im się nie dziwię, matka ma dwie lewe ręce do fryzur i jedyne co potrafi to krzywy warkocz ;) Kiedy patrzę na ślicznie uczesane królewny w szkole (francuski warkocz z boku głowy, korona, zygzakowaty przedziałek, kłos, no cuda panie cuda) to sie wstydzę, bo ja tak nie umiem. Więc po co się mają dzieci frustrować. Ciach i już.
Postrzyżyny nastąpiły wczoraj rano. Efekt jest, uważam, miły dla oka:
U Ani na nosie widac jeszcze resztki opuchlizny i blednący siniak, o którym zapewne napiszę w szerszym kontekście, jak tylko opadną mi emocje. Powiem jedynie, że szkoła nie zawsze przyjaznym miejscem jest.
sobota, 31 października 2015
Ogród Światła
W zeszłą sobotę udało nam się kolektywnie, całą rodziną, wyjść z domu i pojechać na rozrywki. Nie wiem jak tego dokonaliśmy... Może udało się bo nie myśleliśmy nad tym za dużo. Ot, Mąż wrócił z Niemiec na weekend, ja zasugerowałam wyjście (fejsbuku, dziękuję ci za rozrywkowe podpowiedzi), Mężu się spodobało i nie pozwolił mi się wycofać w ostatniej chwili, kiedy w głowie, jak zwykle, kluły mi się z trzaskiem dziesiątki przeszkód: zimno, ciemno, dzieci będą głodne, będą chciały pić a potem siku i przedtem też siku, będą jęczeć, marudzić, domagać się i ogólnie zamienią miły wypad w masakrę.
Oczywiście mialam rację co do dzieci, ale przyznaję, warto było tam pojechać :)
"Tam" w tym przypadku oznacza Królewski Ogród Światła w Wilanowie.
Było pięknie :) Im ciemniej się robiło, tym bardziej magicznie wyglądał ogród z kolorowych lampek. Nie spodziewałam się efektu WOW, ale właśnie taki efekt był :D
Oczywiście im później, tym większy tłum walił wszystkimi wejściami.
Spacerowaliśmy po labiryncie świateł w najróżniejszych formach i kolorach. Dzieci biegały, oczarowane, wydając dziwne okrzyki. No dobra, przyznaję, ja też biegałam z otwartą buzią i wydawałam okrzyki ;) Bo jak tu się nie zachwycić kwiatkami:
Proszę, jakie piekne dzwonki:
I te cosie, co nie wiem czym są, ale są śliczne:
Zwierzaki też były, między innymi ślimol...
... i osa. A może pszczoła?
I biedra! Biedra wprost zachwycająca.
Do tego stopnia, że trzasnęłam sobie z nia selfika, w chorobliwym odcieniu zieleni. Teraz już wiem jak będe wyglądać jeśli utonę i wyłowią mnie po tygodniu.
Dmuchawce. Od dmuchawców nie mogłam się oderwać, są mistrzowskie.
Lilie wodne pod innym kątem:
I to, nie wiem co to, ale ma ładny kolor i można było wejść do środka (była kolejka).
W jednej części ogrodu co jakiś czas grała muzyka - po kolei "Poranek" Griega z "Peera Gynta", "Walc Kwiatów Czajkowskiego z "Dziadka do orzechów" i walc Chaczaturiana z "Maskarady", a do tego synchronicznie migały światełka. Bardzo przyjemne, mnie i Mężowi chciało się tańczyć, ale było za ciasno i za dużo mieliśmy na sobie warstw odzieży i dzieci (weź mnie na opaaaa, nic nie widzęęęę). Więc tylko się kiwaliśmy.
Dodatkową atrakcją jest mapping, co godzinę wyświetlany na froncie wilanowskiego pałacu.
W zeszłą sobotę była to "Bajka o królewskiej wydrze". Nie wiem, czy mają jakies inne opcje, ale przy tej siedziałam z otwartą paszczą i to dwa razy :D Zmusiłam rodzinę, żebysmy zostali na następny pokaz, bo za pierwszym razem staliśmy za daleko i ludzie mi przeszkadzali w odbiorze. Sio, ludzie.
Za drugim razem klapnełam z dziećmi na mokrą trawę w pierwszym rzędzie i nie dałam się stamtąd ruszyć. Pokaz jest króciutki, ale nigdy w życiu nie widziałam nic podobnego, więc chłonęłam doznania całą sobą :D To, co mapping robi ze ścianą pałacu, wydawało mi się czarnoksięską sztuką. Dzieci wzdychały i pokrzykiwały, ja też wzdychałam i pokrzykiwałam, ale ciszej ;)
Zmarzliśmy, dzieci chciały siku i były głodne i znowu chciały siku, a do siku były tylko dwa NIEOŚWIETLONE (haha, Ogród Światła, zabawne, nie?) toi-toie w tylnym podwórzu.
Pewnie, dobrze że były, chwała organizatorom! W Polandii toaleta na rozrywkach nie jest oczywistością.... (Swoją drogą smutek i żal. Dla mnie dostępność i stan toalet są miarą cywilizacji. My jeszcze jesteśmy na szarym smętnym końcu. Sorry, dygresja.)
Toi-toie były nieoświetlone, a, przypominam, że to noc ciemna. Wpuśćcie dziecko do przenośnej, mocno już używanej toalety po ciemku - przepis na smrodliwe kłopoty ;) W końcu przyświecałam sobie i dzieciom telefonem, modląc sie, by mi nie wypadł ze zgrabiałych z zimna dłoni prosto do kibla. Ale jakoś udało się przeprowadzić operację "siku" bez strat materialnych.
Poza tą jedną niedogodnością wszystko było bardzo dobre. Kiedy znudziły się nam światełka, a raczej gęstniejące tłumy wokół światełek, Mąż i dzieci zaczęli się z piskiem ganiać po trawie, na wielkim podwórzu (przedpolu? dziedzińcu?) przed pałacem.
A potem do domu, gdzie zmęczone dzieci padły jak podcięte kosą, alleluja alleluja.
Ogólnie - polecam.Tylko weźcie ze sobą latarkę do kibla ;)
Oczywiście mialam rację co do dzieci, ale przyznaję, warto było tam pojechać :)
"Tam" w tym przypadku oznacza Królewski Ogród Światła w Wilanowie.
Było pięknie :) Im ciemniej się robiło, tym bardziej magicznie wyglądał ogród z kolorowych lampek. Nie spodziewałam się efektu WOW, ale właśnie taki efekt był :D
Oczywiście im później, tym większy tłum walił wszystkimi wejściami.
Spacerowaliśmy po labiryncie świateł w najróżniejszych formach i kolorach. Dzieci biegały, oczarowane, wydając dziwne okrzyki. No dobra, przyznaję, ja też biegałam z otwartą buzią i wydawałam okrzyki ;) Bo jak tu się nie zachwycić kwiatkami:
Proszę, jakie piekne dzwonki:
I te cosie, co nie wiem czym są, ale są śliczne:
Zwierzaki też były, między innymi ślimol...
... i osa. A może pszczoła?
I biedra! Biedra wprost zachwycająca.
Do tego stopnia, że trzasnęłam sobie z nia selfika, w chorobliwym odcieniu zieleni. Teraz już wiem jak będe wyglądać jeśli utonę i wyłowią mnie po tygodniu.
Dmuchawce. Od dmuchawców nie mogłam się oderwać, są mistrzowskie.
Lilie wodne pod innym kątem:
I to, nie wiem co to, ale ma ładny kolor i można było wejść do środka (była kolejka).
Konewka zmieniała kolor z żółto-pomarańczowego na fioletowo-różowy, a lampki udające wodę migotały, bardzo realitycznie symulując konewkowy prysznic.
Dodatkową atrakcją jest mapping, co godzinę wyświetlany na froncie wilanowskiego pałacu.
W zeszłą sobotę była to "Bajka o królewskiej wydrze". Nie wiem, czy mają jakies inne opcje, ale przy tej siedziałam z otwartą paszczą i to dwa razy :D Zmusiłam rodzinę, żebysmy zostali na następny pokaz, bo za pierwszym razem staliśmy za daleko i ludzie mi przeszkadzali w odbiorze. Sio, ludzie.
Za drugim razem klapnełam z dziećmi na mokrą trawę w pierwszym rzędzie i nie dałam się stamtąd ruszyć. Pokaz jest króciutki, ale nigdy w życiu nie widziałam nic podobnego, więc chłonęłam doznania całą sobą :D To, co mapping robi ze ścianą pałacu, wydawało mi się czarnoksięską sztuką. Dzieci wzdychały i pokrzykiwały, ja też wzdychałam i pokrzykiwałam, ale ciszej ;)
Zmarzliśmy, dzieci chciały siku i były głodne i znowu chciały siku, a do siku były tylko dwa NIEOŚWIETLONE (haha, Ogród Światła, zabawne, nie?) toi-toie w tylnym podwórzu.
Pewnie, dobrze że były, chwała organizatorom! W Polandii toaleta na rozrywkach nie jest oczywistością.... (Swoją drogą smutek i żal. Dla mnie dostępność i stan toalet są miarą cywilizacji. My jeszcze jesteśmy na szarym smętnym końcu. Sorry, dygresja.)
Toi-toie były nieoświetlone, a, przypominam, że to noc ciemna. Wpuśćcie dziecko do przenośnej, mocno już używanej toalety po ciemku - przepis na smrodliwe kłopoty ;) W końcu przyświecałam sobie i dzieciom telefonem, modląc sie, by mi nie wypadł ze zgrabiałych z zimna dłoni prosto do kibla. Ale jakoś udało się przeprowadzić operację "siku" bez strat materialnych.
Poza tą jedną niedogodnością wszystko było bardzo dobre. Kiedy znudziły się nam światełka, a raczej gęstniejące tłumy wokół światełek, Mąż i dzieci zaczęli się z piskiem ganiać po trawie, na wielkim podwórzu (przedpolu? dziedzińcu?) przed pałacem.
A potem do domu, gdzie zmęczone dzieci padły jak podcięte kosą, alleluja alleluja.
Ogólnie - polecam.Tylko weźcie ze sobą latarkę do kibla ;)
poniedziałek, 26 października 2015
Szara piechota
Średnia zgłosiła się do grupy wykonującej muzycznie patriotyczny utwór, który wszyscy znamy i kochamy:
Z okazji akademii ku czci niepodległości zapewne.
W związku z tym jestem od dzis poddawana przedłużonym torturom. Powyżej zalinkowany podkład muzyczny gra na repeat, Średnia stoi mi nad biurkiem i śpiewa, co w jej wykonaniu brzmi mniej więcej tak...
...sząąą ... sóów, ich strój
... nosząąąą srebra ani srebra ani ni złoootaaaa
...szym szeregu ...dążaaaa na bójjjj
... i tak dalej, albowiem nie zna słów. Których, dodam, nie jest w stanie zapamiętać, ponieważ sa dla niej zrozumiałe tak w połowie mniej więcej. Próbuje i próbuje, ale sukcesu na horyzoncie nie widać.
Cóż, gdyby cover tej pieśni nagrały wróżki Winx, byłoby niewątpliwie łatwiej. Może ktoś pociągnie ten pomysł.
Tymczasem czuję jak smażą mi się neurony i pękają z trzaskiem, jeden po drugim. Help.
Z okazji akademii ku czci niepodległości zapewne.
W związku z tym jestem od dzis poddawana przedłużonym torturom. Powyżej zalinkowany podkład muzyczny gra na repeat, Średnia stoi mi nad biurkiem i śpiewa, co w jej wykonaniu brzmi mniej więcej tak...
...sząąą ... sóów, ich strój
... nosząąąą srebra ani srebra ani ni złoootaaaa
...szym szeregu ...dążaaaa na bójjjj
... i tak dalej, albowiem nie zna słów. Których, dodam, nie jest w stanie zapamiętać, ponieważ sa dla niej zrozumiałe tak w połowie mniej więcej. Próbuje i próbuje, ale sukcesu na horyzoncie nie widać.
Cóż, gdyby cover tej pieśni nagrały wróżki Winx, byłoby niewątpliwie łatwiej. Może ktoś pociągnie ten pomysł.
Tymczasem czuję jak smażą mi się neurony i pękają z trzaskiem, jeden po drugim. Help.
piątek, 23 października 2015
Wybory
Panowie z Make Life Harder jak zwykle w punkt. Doskonałe podsumowanie polskiej sceny politycznej. Nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać ;)
"Już w niedzielę wybory parlamentarne. Sytuacja w tym roku jest wyjątkowo skomplikowana, dlatego nie mogło zabraknąć naszego latarnika wyborczego.
PLATFORMA OBYWATELSKA
Nie ma zgodności co do tego, czy PO jeszcze jest partią polityczną, czy może już największą w
Polsce agencją PR-ową. Panuje natomiast zgoda co do tego, że poza zamiłowaniem do owoców morza – jej członków łączy już tylko brak poglądów. Gdyby PO miałaby być jakimś zespołem, to byłaby Coldplayem – czyli jeszcze kilka lat temu było to do zaakceptowania, ale jak dziś na imprezie puścisz „Yellow” z telefonu, to możesz być pewien, że prędzej czy później ktoś nahara ci do ust. Co prawda, w ciągu ostatnich 8 lat PO wypuściła kilka brandów, ostatnio nawet zmieniła management i nowy account manager próbował zrobić rebranding na ASAP, ale feedback od klienta jest nadal słaby i prawdopodobnie przez kolejne 4 lata będą siorbać pisiora przez słomkę i pierdolić jakieś farmazony o zamachu na wolność i demokrację.
DLA KOGO: Segregacja śmieci, wartości europejskie, wolność, równouprawnienie, in vitro. Głęboko w to wierzysz, ale jakoś nigdy nie znalazłeś czasu, żeby cokolwiek zrobić w którymś z tych obszarów. Za to bardzo ładnie potrafisz o tym opowiadać. Masz zdanie na każdy temat i w swojej głowie uchodzisz za eksperta od polityki. Znajomi mają z ciebie bekę i żartobliwie nazywają cię „królem wikipedii”. Ostatnie przebudzenie intelektualne przeżyłeś w 2010, kiedy przypadkiem w poczekalni u dentysty przeczytałeś prawie cały artykuł Tomasza Lisa w Newsweeku. Masz nadzieję, że w razie zwycięstwa PiS NATO wywiąże się ze swoich zobowiązań i dokona zbrojnej interwencji na terenie Polski. Czasami, kiedy jesteś sam w domu, lubisz wymawiać na głos swoje nazwisko w jednym ciągu z Danutą Hübner, Władysławem Bartoszewskim i Jackiem Saryuszem-Wolskim.
PLUSY, jeśli PO wygra wybory: Pozytywny artykuł o Polsce we Frankfurter Allgemeine Zeitung.
MINUSY: Istnieje poważne ryzyko, że wszystkie pieniądze z OFE pójdą na roll-upy, kolorowe zakreślacze i modne smycze z logo PO, i już po prostu nie starczy pieniędzy na emerytury.
PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ
PiS jest jak twój wujek z Kielc, który postanowił pójść z duchem czasu i filcowy sweter zamienił na modną marynarkę z Wólczanki. Mimo to w trakcie składania mu życzeń urodzinowych regularnie czujesz od niego ostrą woń uryny i głębokiego rozczarowania. PiS-owi bardzo zależy na tym, aby kojarzyć się z dostojną kamienicą w centrum miasta, z odrestaurowaną elewacją w kolorze ecru – niestety, jak się bliżej przyjrzeć, można dostrzec, że to Macierewicz z Rydzykiem trzymają płyty paździerzowe w kolorze sraki.
Jednocześnie widać, że ktoś w sztabie PiS-u naoglądał się CNN i gdyby kampania trwała jeszcze dwa tygodnie, wszyscy mielibyśmy poważny problem z rozróżnieniem Beaty Szydło od Hillary Clinton od nowego iPada Air.
DLA KOGO: Jeździsz matizem i w życiu ci nie wyszło. Jesteś zły i sfrustrowany. Buty zimowe kupujesz raz na osiem lat. Nie wiesz, do kogo mieć pretensje, więc na wszelki wypadek masz pretensje do wszystkich. A już takie największe do Donalda Tuska, którego obwiniasz nie tylko o to, że zrujnował kraj, ale przede wszystkim o to, że trzeci raz w tym roku zepsuła ci się pralka. Za najważniejszą wartość na świecie uważasz rodzinę, niestety ze swoją pokłóciłeś się o in vitro w 2007 i od tego czasu nie rozmawiasz nawet z rodzonym bratem.
PLUSY, jeśli PiS wygra wybory: Nikt już nigdy niczego nie ukradnie.
MINUSY: Nikt już nigdy w ogóle niczego nie zrobi.
RAZEM
Kto? Nie no, żart, wszyscy widzieliśmy debatę, w której Andy Samberg pozamiatał. Z tego co udało nam się ustalić - partia Razem to grupka bardzo sympatycznych i merytorycznych osób o radykalnie komunistycznych poglądach. Jest to podmuch świeżości i nowej energii, której nie było w polskiej polityce od czasów Kukiza. Tak naprawdę jedyna autentycznie lewicowa partia w tych wyborach. Nie dość, że są za podniesieniem podatków dla najbogatszych, to jeszcze nikt z nich nie strzelał do górników w ‘81.
DLA KOGO: Lubisz jeździć na rowerze, jeść w foodtrackach, a za największy problem III RP uważasz brak stojaków na rowery przed twoją ulubioną kawiarnią z hummusem. Jesteś bardzo tolerancyjny, godzinami możesz rozmawiać ze znajomymi o tym, jak bardzo się ze sobą zgadzacie. Interesujesz się polityką, ale od lat albo nie głosujesz w ogóle, albo głosujesz na mniejsze zło. Jesteś już naprawdę głęboko zmęczony oglądaniem w telewizji tych samych mord w różnych politycznych konfiguracjach i chętnie zagłosujesz na kogoś, kto do mówienia używa prawdziwych słów, a nie wykrzykników i waty z dupy.
PLUSY: Na salonach w końcu pojawią się ludzie z poglądami i nie będą to skinheadzi.
MINUSY: Koronacja Mao Tse-tung’a na króla Polski.
POLSKIE STRONNICTWO LUDOWE
Coś między zorganizowaną grupą przestępczą a kurzem zbierającym się między kafelkami w łazience. Nikt o nich nie mówi, nikt na nich nie głosuje i nikt w sumie nie wie, jakim cudem te gadające sucharki od 25 lat siedzą w parlamencie. Główną linią programową PSL jest nepotyzm. Politycy PSL regularnie oburzają się na te zarzuty, mimo że ostatnie badania genetyczne ujawniły, że wszystkich 40 posłów PSL-u w aktualnym sejmie jest spokrewnionych z Waldemarem Pawlakiem.
DLA KOGO: Od zawsze czułeś, że jesteś nudny i głupi, dlatego jeszcze w podstawówce zapisałeś się do PSL. Tam szybko zrozumiałeś, że kluczem do sukcesu jest rodzina, dlatego nikogo nie zdziwiło, jak w gastronomiku złapałeś swoją siorę na dziecko. Członkami rodziny obsadzasz wszystkie kluczowe stanowiska w mieście: syn przejął po tobie punkt dorabiania kluczy, a córkę wkręciłeś w pracę na solarium. Sam zatrudniłeś się jako woźny w urzędzie swojej gminy. Kompletnie nie rozumiesz polityki, ale bardzo imponują ci organizacje mafijno-kazirodcze. Wprawdzie nie masz na to żadnych dowodów, ale jesteś święcie przekonany, że jak Piechociński znowu nie zostanie wicepremierem, to wszyscy stracicie pracę. Na wszelki wypadek całą rodziną głosujecie po dwa razy.
PLUSY, jeśli PSL wygra wybory: Każdy Polak dostanie spokojną posadkę w NIK-u.
MINUSY: Podwyższone ryzyko występowania powikłań genetycznych w Radzie Ministrów.
NOWOCZESNA.PL
Jak patrzysz na Petru, to od razu widzisz, że nie tylko ładnie pachnie, ale na pewno ma kartę multisport i regularnie biega po parku. Nie wiadomo, o co dokładnie chodzi, ale coś że zachód, Balcerowicz, niskie podatki i generalnie jebać biedę. Gdyby Petru mógł, oddałby Polskę w leasing do GE Money Bank, a zamiast ubezpieczeń społecznych - każdemu zaproponował elastyczny kredyt we frankach z bardzo atrakcyjnym oprocentowaniem. Co prawda kontrowersję wzbudza projekt oddania Amazonowi 5 milionów najbiedniejszych Polaków w zamian za roczną dostawę cygar, ale Petru wydaje się bardzo mądry, więc wszyscy zamknąć ryje. Z ciekawostek: podobno jak się „Nowoczesna.pl” przeczyta od tyłu, to wychodzi „Platforma Obywatelska”.
DLA KOGO: Chuja wiesz o polityce, ale kupujesz Newsweeka, na fejsie masz zlajkowane The Economist i regularnie u fryzjera przeglądasz Forbesa. Pracujesz w korpo i biegasz maratony. Wolny czas lubisz spędzać w towarzystwie własnej wyjątkowości, a osobą, która cenisz najbardziej na świecie, jest twój kajt, którego co prawda od trzech lat nie wyjąłeś z piwnicy, ale nie to jest najważniejsze. Myślisz o sobie jako o koneserze, mimo że co roku jeździsz na all inclusive do Hurgady tylko po to, żeby się nawpierdalać. Czujesz, że głosowanie na Nowoczesną.pl będzie ostatecznym dowodem na to, że przynależysz do elit tego chujowego kraju.
PLUSY, jeśli Nowoczesna.pl wygra wybory: Niższe podatki i więcej bankomatów.
MINUSY: Prywatyzacja powietrza.
ZJEDNOCZONA LEWICA
Polityczny Minotaur ulepiony z gówna i styropianu: Ile razy byś nie spuszczał wody w kiblu, to i tak nie chce zatonąć. Bajaderka polskiej polityki, złożona z postkomunistycznych gangsterów, którzy od 25 lat wycierają sobie mordę lewicowymi ideałami. Basia Nowacka sprawia wrażenie miłej osoby, ale co z tego, kiedy pod falbanami jej spódnicy Miller z Palikotem już przebierają racicami, żeby spierdolić ci następne cztery lata.
DLA KOGO: Ciężko powiedzieć. Z jednej strony na pewno dla ludzi, którzy byli w PZPR i na złość wszystkim jeszcze nie chcą umrzeć, oraz dla całej gimbazy od Palikota, która nadal wierzy, że Janusz zalegalizuje im gibony.
PLUSY: Brak.
MINUSY: Uśmiech na twarzy Leszka Millera.
KUKIZ’15
Partia dla każdego, od Krzysztofa Bosaka po Liroya. Dzięki temu możesz mieć stuprocentową pewność, że nie wiesz, na kogo głosujesz. Ruch Kukiza przypomina zajebistą imprezę z nowo poznanymi ludźmi, na której są zimne piwka, laysy zielona cebulka i wszyscy chętnie skaczą do Bon Jovi. Bawisz się doskonale i kiedy o 3-ej pada pomysł, żeby pójść 15 km z buta na stację po więcej wódki, to jest pierwszy chętny. Po 7 km marszu na mrozie schodzi z ciebie alkohol, uświadamiasz sobie, że nie wziąłeś kurtki i w sumie to jesteś bardzo zmęczony, i chciałbyś być już w domu. Niestety nie masz kasy na taksę i ostatecznie resztę wieczoru spędzasz na przystanku, czekając na pierwszy autobus. Rano, odpływając w ciepłym łóżeczku, uświadamiasz sobie, że zgubiłeś telefon.
DLA KOGO: Masz na imię Marek i ciągle jesteś wkurwiony. Nie wiesz do końca na kogo i za co, ale od jakiegoś czasu non stop świerzbi cię ręka. Szukasz zadymy i regularnie próbujesz się wdać w bójkę w piekarni. Nie lubisz ładnych ludzi. Zawsze w aucie masz kable do odpalenia silnika i nigdy nie trzeba cię dwa razy prosić o pomoc. Kochasz Polskę, a twoim największym marzeniem jest mieć pozwolenie na broń.
MINUSY: Jak Kukiz dostanie immunitet, to zacznie napierdalać ludzi w Sejmie.
PLUSY: Jak Kukiz dostanie immunitet, to zacznie napierdalać ludzi w Sejmie.
KORWIN
Gdyby schizofrenia paranoidalna miała być jakąś partią, to byłaby KORWIN-em. Podobno partia ma wielu członków, ale w mediach pojawiają się tylko Janusz „Krul” Korwin i Przemek „2 piwka” Wipler. Złośliwi twierdzą, że to dlatego, że tylko ta dwójka ma skończone 18 lat. Co można więcej napisać: podatki, złodzieje, szachiści na ministrów, apartheid dla upośledzonych dzieci, nawet za Hitlera można było robić takie oscypki, jakie się chciało, a w ogóle to kobiety mają małe mózgi i zlikwidować paraolimpiadę.
DLA KOGO: Lubisz proste rozwiązania i szybkie decyzje. Myślisz, że to dlatego, że jesteś taki pragmatyczny i racjonalny, ale w rzeczywistości jesteś po prostu głupi i nie rozumiesz, że rzeczywistość jest trochę bardziej skomplikowana niż rozgrywka w warcaby na kurniku. Kiedy twoi koledzy z akademika wyrywają laski na imprezach, ty z wypiekami na twarzy czytasz biografię Adama Smitha. Kiedy twój współlokator zapina swoją dziewczynę, ty na tapczanie obok brandzlujesz się do wizji Polski bez VAT-u.
PLUSY, jeśli Korwin wygra wybory: Na pewno będzie ciekawie.
MINUSY: Wszyscy zginiemy.
Niezależnie jednak od poglądów – idźcie głosować. Wybory to wielkie święto demokracji. A istota demokracji polega na tym, żeby raz na jakiś czas wykonywać pozorne ruchy, dzięki którym wszyscy możemy podtrzymywać złudzenie, że mamy na cokolwiek wpływ. Słowem - wybierzcie mądrze, to i tak nie ma żadnego znaczenia."
"Już w niedzielę wybory parlamentarne. Sytuacja w tym roku jest wyjątkowo skomplikowana, dlatego nie mogło zabraknąć naszego latarnika wyborczego.
PLATFORMA OBYWATELSKA
Nie ma zgodności co do tego, czy PO jeszcze jest partią polityczną, czy może już największą w
Polsce agencją PR-ową. Panuje natomiast zgoda co do tego, że poza zamiłowaniem do owoców morza – jej członków łączy już tylko brak poglądów. Gdyby PO miałaby być jakimś zespołem, to byłaby Coldplayem – czyli jeszcze kilka lat temu było to do zaakceptowania, ale jak dziś na imprezie puścisz „Yellow” z telefonu, to możesz być pewien, że prędzej czy później ktoś nahara ci do ust. Co prawda, w ciągu ostatnich 8 lat PO wypuściła kilka brandów, ostatnio nawet zmieniła management i nowy account manager próbował zrobić rebranding na ASAP, ale feedback od klienta jest nadal słaby i prawdopodobnie przez kolejne 4 lata będą siorbać pisiora przez słomkę i pierdolić jakieś farmazony o zamachu na wolność i demokrację.
DLA KOGO: Segregacja śmieci, wartości europejskie, wolność, równouprawnienie, in vitro. Głęboko w to wierzysz, ale jakoś nigdy nie znalazłeś czasu, żeby cokolwiek zrobić w którymś z tych obszarów. Za to bardzo ładnie potrafisz o tym opowiadać. Masz zdanie na każdy temat i w swojej głowie uchodzisz za eksperta od polityki. Znajomi mają z ciebie bekę i żartobliwie nazywają cię „królem wikipedii”. Ostatnie przebudzenie intelektualne przeżyłeś w 2010, kiedy przypadkiem w poczekalni u dentysty przeczytałeś prawie cały artykuł Tomasza Lisa w Newsweeku. Masz nadzieję, że w razie zwycięstwa PiS NATO wywiąże się ze swoich zobowiązań i dokona zbrojnej interwencji na terenie Polski. Czasami, kiedy jesteś sam w domu, lubisz wymawiać na głos swoje nazwisko w jednym ciągu z Danutą Hübner, Władysławem Bartoszewskim i Jackiem Saryuszem-Wolskim.
PLUSY, jeśli PO wygra wybory: Pozytywny artykuł o Polsce we Frankfurter Allgemeine Zeitung.
MINUSY: Istnieje poważne ryzyko, że wszystkie pieniądze z OFE pójdą na roll-upy, kolorowe zakreślacze i modne smycze z logo PO, i już po prostu nie starczy pieniędzy na emerytury.
PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ
PiS jest jak twój wujek z Kielc, który postanowił pójść z duchem czasu i filcowy sweter zamienił na modną marynarkę z Wólczanki. Mimo to w trakcie składania mu życzeń urodzinowych regularnie czujesz od niego ostrą woń uryny i głębokiego rozczarowania. PiS-owi bardzo zależy na tym, aby kojarzyć się z dostojną kamienicą w centrum miasta, z odrestaurowaną elewacją w kolorze ecru – niestety, jak się bliżej przyjrzeć, można dostrzec, że to Macierewicz z Rydzykiem trzymają płyty paździerzowe w kolorze sraki.
Jednocześnie widać, że ktoś w sztabie PiS-u naoglądał się CNN i gdyby kampania trwała jeszcze dwa tygodnie, wszyscy mielibyśmy poważny problem z rozróżnieniem Beaty Szydło od Hillary Clinton od nowego iPada Air.
DLA KOGO: Jeździsz matizem i w życiu ci nie wyszło. Jesteś zły i sfrustrowany. Buty zimowe kupujesz raz na osiem lat. Nie wiesz, do kogo mieć pretensje, więc na wszelki wypadek masz pretensje do wszystkich. A już takie największe do Donalda Tuska, którego obwiniasz nie tylko o to, że zrujnował kraj, ale przede wszystkim o to, że trzeci raz w tym roku zepsuła ci się pralka. Za najważniejszą wartość na świecie uważasz rodzinę, niestety ze swoją pokłóciłeś się o in vitro w 2007 i od tego czasu nie rozmawiasz nawet z rodzonym bratem.
PLUSY, jeśli PiS wygra wybory: Nikt już nigdy niczego nie ukradnie.
MINUSY: Nikt już nigdy w ogóle niczego nie zrobi.
RAZEM
Kto? Nie no, żart, wszyscy widzieliśmy debatę, w której Andy Samberg pozamiatał. Z tego co udało nam się ustalić - partia Razem to grupka bardzo sympatycznych i merytorycznych osób o radykalnie komunistycznych poglądach. Jest to podmuch świeżości i nowej energii, której nie było w polskiej polityce od czasów Kukiza. Tak naprawdę jedyna autentycznie lewicowa partia w tych wyborach. Nie dość, że są za podniesieniem podatków dla najbogatszych, to jeszcze nikt z nich nie strzelał do górników w ‘81.
DLA KOGO: Lubisz jeździć na rowerze, jeść w foodtrackach, a za największy problem III RP uważasz brak stojaków na rowery przed twoją ulubioną kawiarnią z hummusem. Jesteś bardzo tolerancyjny, godzinami możesz rozmawiać ze znajomymi o tym, jak bardzo się ze sobą zgadzacie. Interesujesz się polityką, ale od lat albo nie głosujesz w ogóle, albo głosujesz na mniejsze zło. Jesteś już naprawdę głęboko zmęczony oglądaniem w telewizji tych samych mord w różnych politycznych konfiguracjach i chętnie zagłosujesz na kogoś, kto do mówienia używa prawdziwych słów, a nie wykrzykników i waty z dupy.
PLUSY: Na salonach w końcu pojawią się ludzie z poglądami i nie będą to skinheadzi.
MINUSY: Koronacja Mao Tse-tung’a na króla Polski.
POLSKIE STRONNICTWO LUDOWE
Coś między zorganizowaną grupą przestępczą a kurzem zbierającym się między kafelkami w łazience. Nikt o nich nie mówi, nikt na nich nie głosuje i nikt w sumie nie wie, jakim cudem te gadające sucharki od 25 lat siedzą w parlamencie. Główną linią programową PSL jest nepotyzm. Politycy PSL regularnie oburzają się na te zarzuty, mimo że ostatnie badania genetyczne ujawniły, że wszystkich 40 posłów PSL-u w aktualnym sejmie jest spokrewnionych z Waldemarem Pawlakiem.
DLA KOGO: Od zawsze czułeś, że jesteś nudny i głupi, dlatego jeszcze w podstawówce zapisałeś się do PSL. Tam szybko zrozumiałeś, że kluczem do sukcesu jest rodzina, dlatego nikogo nie zdziwiło, jak w gastronomiku złapałeś swoją siorę na dziecko. Członkami rodziny obsadzasz wszystkie kluczowe stanowiska w mieście: syn przejął po tobie punkt dorabiania kluczy, a córkę wkręciłeś w pracę na solarium. Sam zatrudniłeś się jako woźny w urzędzie swojej gminy. Kompletnie nie rozumiesz polityki, ale bardzo imponują ci organizacje mafijno-kazirodcze. Wprawdzie nie masz na to żadnych dowodów, ale jesteś święcie przekonany, że jak Piechociński znowu nie zostanie wicepremierem, to wszyscy stracicie pracę. Na wszelki wypadek całą rodziną głosujecie po dwa razy.
PLUSY, jeśli PSL wygra wybory: Każdy Polak dostanie spokojną posadkę w NIK-u.
MINUSY: Podwyższone ryzyko występowania powikłań genetycznych w Radzie Ministrów.
NOWOCZESNA.PL
Jak patrzysz na Petru, to od razu widzisz, że nie tylko ładnie pachnie, ale na pewno ma kartę multisport i regularnie biega po parku. Nie wiadomo, o co dokładnie chodzi, ale coś że zachód, Balcerowicz, niskie podatki i generalnie jebać biedę. Gdyby Petru mógł, oddałby Polskę w leasing do GE Money Bank, a zamiast ubezpieczeń społecznych - każdemu zaproponował elastyczny kredyt we frankach z bardzo atrakcyjnym oprocentowaniem. Co prawda kontrowersję wzbudza projekt oddania Amazonowi 5 milionów najbiedniejszych Polaków w zamian za roczną dostawę cygar, ale Petru wydaje się bardzo mądry, więc wszyscy zamknąć ryje. Z ciekawostek: podobno jak się „Nowoczesna.pl” przeczyta od tyłu, to wychodzi „Platforma Obywatelska”.
DLA KOGO: Chuja wiesz o polityce, ale kupujesz Newsweeka, na fejsie masz zlajkowane The Economist i regularnie u fryzjera przeglądasz Forbesa. Pracujesz w korpo i biegasz maratony. Wolny czas lubisz spędzać w towarzystwie własnej wyjątkowości, a osobą, która cenisz najbardziej na świecie, jest twój kajt, którego co prawda od trzech lat nie wyjąłeś z piwnicy, ale nie to jest najważniejsze. Myślisz o sobie jako o koneserze, mimo że co roku jeździsz na all inclusive do Hurgady tylko po to, żeby się nawpierdalać. Czujesz, że głosowanie na Nowoczesną.pl będzie ostatecznym dowodem na to, że przynależysz do elit tego chujowego kraju.
PLUSY, jeśli Nowoczesna.pl wygra wybory: Niższe podatki i więcej bankomatów.
MINUSY: Prywatyzacja powietrza.
ZJEDNOCZONA LEWICA
Polityczny Minotaur ulepiony z gówna i styropianu: Ile razy byś nie spuszczał wody w kiblu, to i tak nie chce zatonąć. Bajaderka polskiej polityki, złożona z postkomunistycznych gangsterów, którzy od 25 lat wycierają sobie mordę lewicowymi ideałami. Basia Nowacka sprawia wrażenie miłej osoby, ale co z tego, kiedy pod falbanami jej spódnicy Miller z Palikotem już przebierają racicami, żeby spierdolić ci następne cztery lata.
DLA KOGO: Ciężko powiedzieć. Z jednej strony na pewno dla ludzi, którzy byli w PZPR i na złość wszystkim jeszcze nie chcą umrzeć, oraz dla całej gimbazy od Palikota, która nadal wierzy, że Janusz zalegalizuje im gibony.
PLUSY: Brak.
MINUSY: Uśmiech na twarzy Leszka Millera.
KUKIZ’15
Partia dla każdego, od Krzysztofa Bosaka po Liroya. Dzięki temu możesz mieć stuprocentową pewność, że nie wiesz, na kogo głosujesz. Ruch Kukiza przypomina zajebistą imprezę z nowo poznanymi ludźmi, na której są zimne piwka, laysy zielona cebulka i wszyscy chętnie skaczą do Bon Jovi. Bawisz się doskonale i kiedy o 3-ej pada pomysł, żeby pójść 15 km z buta na stację po więcej wódki, to jest pierwszy chętny. Po 7 km marszu na mrozie schodzi z ciebie alkohol, uświadamiasz sobie, że nie wziąłeś kurtki i w sumie to jesteś bardzo zmęczony, i chciałbyś być już w domu. Niestety nie masz kasy na taksę i ostatecznie resztę wieczoru spędzasz na przystanku, czekając na pierwszy autobus. Rano, odpływając w ciepłym łóżeczku, uświadamiasz sobie, że zgubiłeś telefon.
DLA KOGO: Masz na imię Marek i ciągle jesteś wkurwiony. Nie wiesz do końca na kogo i za co, ale od jakiegoś czasu non stop świerzbi cię ręka. Szukasz zadymy i regularnie próbujesz się wdać w bójkę w piekarni. Nie lubisz ładnych ludzi. Zawsze w aucie masz kable do odpalenia silnika i nigdy nie trzeba cię dwa razy prosić o pomoc. Kochasz Polskę, a twoim największym marzeniem jest mieć pozwolenie na broń.
MINUSY: Jak Kukiz dostanie immunitet, to zacznie napierdalać ludzi w Sejmie.
PLUSY: Jak Kukiz dostanie immunitet, to zacznie napierdalać ludzi w Sejmie.
KORWIN
Gdyby schizofrenia paranoidalna miała być jakąś partią, to byłaby KORWIN-em. Podobno partia ma wielu członków, ale w mediach pojawiają się tylko Janusz „Krul” Korwin i Przemek „2 piwka” Wipler. Złośliwi twierdzą, że to dlatego, że tylko ta dwójka ma skończone 18 lat. Co można więcej napisać: podatki, złodzieje, szachiści na ministrów, apartheid dla upośledzonych dzieci, nawet za Hitlera można było robić takie oscypki, jakie się chciało, a w ogóle to kobiety mają małe mózgi i zlikwidować paraolimpiadę.
DLA KOGO: Lubisz proste rozwiązania i szybkie decyzje. Myślisz, że to dlatego, że jesteś taki pragmatyczny i racjonalny, ale w rzeczywistości jesteś po prostu głupi i nie rozumiesz, że rzeczywistość jest trochę bardziej skomplikowana niż rozgrywka w warcaby na kurniku. Kiedy twoi koledzy z akademika wyrywają laski na imprezach, ty z wypiekami na twarzy czytasz biografię Adama Smitha. Kiedy twój współlokator zapina swoją dziewczynę, ty na tapczanie obok brandzlujesz się do wizji Polski bez VAT-u.
PLUSY, jeśli Korwin wygra wybory: Na pewno będzie ciekawie.
MINUSY: Wszyscy zginiemy.
Niezależnie jednak od poglądów – idźcie głosować. Wybory to wielkie święto demokracji. A istota demokracji polega na tym, żeby raz na jakiś czas wykonywać pozorne ruchy, dzięki którym wszyscy możemy podtrzymywać złudzenie, że mamy na cokolwiek wpływ. Słowem - wybierzcie mądrze, to i tak nie ma żadnego znaczenia."
czwartek, 22 października 2015
Z głębin sieci
W czeluściach Internetu różne rzeczy można wyłowić, a im dziwniejsze tym lepiej. Oto mój dzisiejszy połów (uwaga, potencjalnie drastyczne i nie dla wrażliwych):
wyhaftowana dłoń.
W skrócie: pani Eliza Bennett, artystka, wyhaftowała sobie ładne wzorki na swojej własnej dłoni. Wzorki miały za zadanie dodać dramatyzmu, tak, żeby dłoń wyglądała na zniszczoną ciężką pracą. Technika nie jest bez znaczenia - haft to wszak jedno z, rzec by można, specyficznie kobiecych zajęć, kojarzonych z delikatnością, subtelnością i wyszukanym pięknem. Tutaj zastosowano go do czegoś drastycznie innego, a wymowa całego przedsięwzięcia jest następująca: "kobiece zajęcia" wcale nie są łatwe, lekkie i przyjemne.
Cóż, od zawsze wiem, że kobiece zajęcia typu sprzątanie, pranie, prasowanie i gotowanie oraz obsługiwanie wszystkich dookoła nie są niczym więcej niż ciężką, niewdzięczną harówką i nie muszę sobie niczego nigdzie haftować żeby o tym pamiętać. Wystarczy mi wspomnienie wczorajszej kolacji Matju (chcę zapiekankę z serem, aaaa, na tej zapiekance jest ser, nie bedę tego jadł, chcę płatki, aaaaa, za dużo mleka, ale ja chciałem w różowej miseczce...) przepraszam, dygresja.
Ale przyznaję, praca tej pani bardzo mnie poruszyła i podoba mi się. Tak. Podoba mi się.
Czytałam komentarze na temat jej zdjęć i najbardziej rozbawiła mnie postawa "ona ma za dużo czasu, zrobiłaby coś pożytecznego, to nie jest Sztuka". Pomijam fakt, że definicja Sztuki to rzecz śliska. Wrażliwość niektórych pobudzi, dajmy na to, Caravaggio, innych - haft na dłoni albo ładowarka w pochwie, a jeszcze innych - jeleń na rykowisku. Odmalowany jak żywy. Jednak komentarz "ma za dużo czasu" (który powtarzal się dość często) powalił mnie kompletnie. Najlepiej wszyscy chodźmy kopać ziemniaki. Wszak wiadomo, że kopanie ziemniaków jest znacznie pożyteczniejszym zajęciem niż robienie sztuki, niezależnie od charakteru tejże.
Hehe, przypomniało mi się również jak w szkole podstawowej na zajęciach ZPT robiłyśmy po cichu (ku wielkiej uciesze) z koleżanką mniej więcej to samo, za pomocą zwykłych nici krawieckich. Nie wychodziło nam niestety tak ładnie, i, rzecz jasna, nie na taką skalę ;) Dzieci peerelu miewały dziwne pomysły i nie było wówczas nikogo, kto by je powstrzymał przed realizacją ;)
Tak czy inaczej dzięki temu szczenięcemu doświadczeniu nie doznałam traumy na widok pracy pani Elizy Bennett, bo wiem że to nie boli i nie jest tak straszne jak wygląda.
No i wychodzi na to, że od dziecka mam zadatki na artystkę -performerkę. Kto by pomyślał.
wyhaftowana dłoń.
W skrócie: pani Eliza Bennett, artystka, wyhaftowała sobie ładne wzorki na swojej własnej dłoni. Wzorki miały za zadanie dodać dramatyzmu, tak, żeby dłoń wyglądała na zniszczoną ciężką pracą. Technika nie jest bez znaczenia - haft to wszak jedno z, rzec by można, specyficznie kobiecych zajęć, kojarzonych z delikatnością, subtelnością i wyszukanym pięknem. Tutaj zastosowano go do czegoś drastycznie innego, a wymowa całego przedsięwzięcia jest następująca: "kobiece zajęcia" wcale nie są łatwe, lekkie i przyjemne.
Cóż, od zawsze wiem, że kobiece zajęcia typu sprzątanie, pranie, prasowanie i gotowanie oraz obsługiwanie wszystkich dookoła nie są niczym więcej niż ciężką, niewdzięczną harówką i nie muszę sobie niczego nigdzie haftować żeby o tym pamiętać. Wystarczy mi wspomnienie wczorajszej kolacji Matju (chcę zapiekankę z serem, aaaa, na tej zapiekance jest ser, nie bedę tego jadł, chcę płatki, aaaaa, za dużo mleka, ale ja chciałem w różowej miseczce...) przepraszam, dygresja.
Ale przyznaję, praca tej pani bardzo mnie poruszyła i podoba mi się. Tak. Podoba mi się.
Czytałam komentarze na temat jej zdjęć i najbardziej rozbawiła mnie postawa "ona ma za dużo czasu, zrobiłaby coś pożytecznego, to nie jest Sztuka". Pomijam fakt, że definicja Sztuki to rzecz śliska. Wrażliwość niektórych pobudzi, dajmy na to, Caravaggio, innych - haft na dłoni albo ładowarka w pochwie, a jeszcze innych - jeleń na rykowisku. Odmalowany jak żywy. Jednak komentarz "ma za dużo czasu" (który powtarzal się dość często) powalił mnie kompletnie. Najlepiej wszyscy chodźmy kopać ziemniaki. Wszak wiadomo, że kopanie ziemniaków jest znacznie pożyteczniejszym zajęciem niż robienie sztuki, niezależnie od charakteru tejże.
Hehe, przypomniało mi się również jak w szkole podstawowej na zajęciach ZPT robiłyśmy po cichu (ku wielkiej uciesze) z koleżanką mniej więcej to samo, za pomocą zwykłych nici krawieckich. Nie wychodziło nam niestety tak ładnie, i, rzecz jasna, nie na taką skalę ;) Dzieci peerelu miewały dziwne pomysły i nie było wówczas nikogo, kto by je powstrzymał przed realizacją ;)
Tak czy inaczej dzięki temu szczenięcemu doświadczeniu nie doznałam traumy na widok pracy pani Elizy Bennett, bo wiem że to nie boli i nie jest tak straszne jak wygląda.
No i wychodzi na to, że od dziecka mam zadatki na artystkę -performerkę. Kto by pomyślał.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















