wtorek, 26 lipca 2016

Dlaczego? Dlatego.

Ja: [pracuję]
Matju: Poproszę płatki i mleko.
Ja: [wstaję, dostarczam płatki i mleko]
Matju: [je]
Ja: [wracam do pracy]
Ania: Mamo, zdejmij mi miskę z półki.
Ja: [wstaję, zdejmuję miskę z półki]
Ania: [je]
Ja: [wracam do pracy]
Matju: Poproszę jeszcze płatki i mleko!
Ja: Ania, daj mu płatki z mlekiem.
Ania: Nie mogę. Jem.
Ja: A ja nie mogę bo pracuję, ty jesteś w kuchni, czemu twoje "nie mogę" jest ważniejsze od mojego "nie mogę"? Jestem waszą matką, nie służącą.
Ania: Bo jesteś naszą matką, sama chciałaś nas urodzić to teraz się nami zajmuj.

Wnioskując z poziomu asertywności (czytaj: bezczelności), zaczynam się zastanawiać czy aby na pewno jestem matką tego konkretnego dziecięcia. Córko, your argument is chyba invalid.


środa, 6 lipca 2016

Samoświadomość

Wczoraj.
Ja: Idę po Matiego do przedszkola.
Ania: Tak, idź! Po tego mojego okropnego brata! Nienawidzę go, jest okropny! I moja siostra też jest okropna!
Ja:... ok.

Dziś.
Ania: Mamo, mamo, chodź, muszę ci koniecznie coś powiedzieć.
Ja: ?
Ania: Coś odkryłam!
Ja: ?
Ania [z zadowolonym uśmieszkiem]: Odkryłam, że też jestem okropna, tak jak moje rodzeństwo.



wtorek, 5 lipca 2016

Obiad czyli o sensie życia

Ja: zamiast pracować lecę po zakupy i stoję godzinę nad garami, gotując obiad.
Moje dzieci: Nie będę tego jeść, to jest obrzydliwe.
Moje dzieci za dwadzieścia minut: Jestem głodna. Co mogę zjeść? Jestem głodnaaa. Co mogę zjeeeść? Jestem głodnaaaa. Co mogę zjeeeeść? Jestem głodna. Co mogę zjeeeeść?
Ja: zamiast pracować opędzam się od dzieci i nie mogę się skupić.

Ja: Bycie rodzicem jest takie satysfakcjonujące.


Apdejt: Ania szlocha w pokoju, bo mama ugotowała coś, na co Ania nie miała ochoty. Znaczy to, że mama jest niedobra, Ania jest zrozpaczona i chce umrzeć oraz wolałaby się nigdy nie urodzić, bo jej życie nie ma sensu.
Disklajmer: Przed wyjściem na zakupy powiedziałam co będzie na obiad i nikt nie zgłosił sprzeciwu.

Jak już wspominałam: bycie rodzicem jest naprawdę wspaniałe. 


niedziela, 3 lipca 2016

Problemy współczesności

Ania: Mamo, co mogę zjeść na podwieczorek?
Ja: Cokolwiek znajdziesz w lodówce, ja pracuję.
Ania: Ale ja nie wiem co chcę.
Ja: To nie mój problem, sorry. Ja nie zgadnę przecież.
Ania: A możesz mi coś zaproponować?
Ja: Nie, pracuję. Lodówka jest w kuchni, rozejrzyj się.
Ania [foch]: W dzisiejszych czasach coraz trudniej o dobrą służbę.

I wyszła.

Serio serio, to stwierdzenie wypełzło z ust mojej córki. Tylko patrzeć, jak mnie zwolni z owej - jakże intratnej - posady. Są dni, kiedy nie mogę się doczekać.


sobota, 25 czerwca 2016

Wtf.

Ten dziwny moment, kiedy wychodzisz na balkon w skarpetkach, szybko wieszasz kilka sztuk prania i wracasz do środka. Po półgodzinie zastanawiasz się czemu tak niewygodnie ci chodzić, ściągasz skarpetki i widzisz bąble od oparzeń.


niedziela, 19 czerwca 2016

Ile lat ma świat...

... czyli spór ewolucjonizmu z kreacjonizmem.

Kiedy kurier dostarczył mi moje zamówione pięć litrów miodu z warmińskiej pasieki, Ania pokiwała głową z politowaniem:
Ania: Po co aż tyle? Zepsuje się.
Ja: Jemy dużo miodu, nie zdążyłby się zepsuć, nawet gdyby mógł. Ale miód się w zasadzie nie psuje.
Ania: Jak to nie?

Ja: Archeolodzy znaleźli miód, który ma 3500 lat i jeszcze się nadaje do jedzenia. Nasz miód zjemy znacznie szybciej, uwierz mi.

Nastąpiła chwila ciszy.

Ania: Mamo, zmyślasz. Nie mogli znaleźć miodu co ma 3500 lat, bo mamy dopiero 2016 rok.

Ja: ...
Zuza: ...

Ja: Ale to jest rok liczony od narodzin Chrystusa. Przedtem ludzie żyli od wielu tysięcy lat.
Ania: Ale jak to? To kiedy żyli Adam i Ewa?
Zuza: Wcale nie żyli, ale były dinozaury.
Ania: Ale przecież to Pan Bóg stworzył ludzi.
Zuza: Nie, ludzie pochodzą od małp.

Ja: [siadam wygodnie i z torbą mentalnego popcornu obserwuję dyskusję światopoglądową]

Ania: Ale przecież to Pan Bóg stworzył świat, tak jest napisane w Biblii.
Zuza: Ale Biblia to tylko takie opowiadania.
Ania: Nieprawda!
Zuza: W Biblii nie ma o dinozaurach. A dinozaury były. Wszyscy to wiedzą.
Ania: To Biblia kłamie?
Zuza: Nie, tylko opowiada o wszystkim inaczej, to takie jakby bajki o prawdzie.
Ania [wściekła]: Nikomu nie trzeba już wierzyć! To wszystko głupie!

Poszła do pokoju i trzasnęła drzwiami.

Sytuacja na dziś: dinozaury kontra Adam i Ewa - 1:0.

piątek, 10 czerwca 2016

Trauma

Od dwudziestu minut w kuchni rozlega się szloch. Żałosny, pozbawiony nadziei płacz małego chłopca, opuszczonego brzez Boga i ludzi. Rozłzawione kwilenie, niewerbalne błaganie o litość. Desperacki jęk bezbronnej istoty postawionej przed okrucieństwem tak strasznym, że niemożliwym do objęcia rozumem.

To Matju siedzi przy stole nad miską ślicznych, czerwonych, świeżutkich i bardzo słodkich truskawek. Usłyszał, że ma je zjeść.

Taka sama skarga rozbrzmiewa przy kuchennym stole, gdy stawiamy przed Matju kebab z surówką (nie lu-lu-luuubię warzyyyyw, tylko ku-ku-kur-czaaaczeeeek!). Makaron, który choćby stał w pobliżu jakiegokolwiek sosu (tu coś jeeeeest! tu coś jest zie-lo-lo-loooo-neeegoooo!). Stir-fry z kiełkami soi, marchewką i cebulką (zie-loo-neeeee! Nieeeeeeee!). Hamburgera z Makdolca, który zawiera zwyczajne zdechłe makdolcowe parodie ogórka i pomidorka (nie-nie-nieeee chciaaaałem wa-wa-warzyyyw!). Kotleta, który przy nakładaniu na talerz otarł się o surówkę i nosi na sobie dwie nitki marchewki (coś tu jest! nie lubięęęę teee-goooo! Zdeeej-miiij toooooo!). Arbuza (nie lubięęęęęę!). Cisto z wiśniami (nie lubięęęęęę). Tartę z gruszkami i karmelem (co to jeeest?! nie lubięęęęę!). Nie zje nic co przypomina warzywo lub owoc. Bo nie.

Każdemu, kto powie mi, że trzeba go przetrzymać i że konsekwencja, że nie dać nic innego bla bla bla, odpowiedziałabym: wiem. Teoria jest mi znana. Nawet praktyka jest mi znana. Ale konia z rzędem i wycieczkę w tropiki temu, komu uda się wytrzymać dziesiątki minut zwierzęcego wycia nad talerzem zimnego makaronu z jedną, jedyną, straszliwą i traumatyzującą różyczką brokuła.

Ja po dwudziestu minutach robię się gwałtowna i istnieje ryzyko, że pojawię się któregoś dnia w specjalnym, kryminalnym dodatku do SuperExpressu.

PS. W bólu, cierpieniu i hektolitrach łez zjadł dwie truskawki. Resztę zjadłam ja.
I chooj z tym.