piątek, 20 listopada 2015

Sztuka negocjacji

Matju umiał samodzielnie jeść odkąd był podrośniętym niemowlęciem (w miarę dorastania zmieniał się tylko stosunek jedzenia rozwalonego po okolicy względem jedzenia które faktycznie trafiało do otworu gębowego).

Do przedszkola poszedł w wieku 2,5 roku, całkowicie samoobsługowy spożywczo. I tam właśnie się nauczył, że odmowa zjedzenia obiadu to doskonały sposób na przyciągnięcie uwagi opiekuna...
Niejaka Ciocia E., młoda, prostolinijna istota o dobrym sercu, dała się nabrać na matjowy foch (dziecko me jest uparte i nie ma szczególnego ciśnienia na jedzenie, potrafi z krzykiem i płaczem odmawiać konsumpcji przez kilka dni z rzędu); litosierna ciocia zaczęła go karmić przy obiedzie.

Od tamtej pory Matju obczaił, że tak jest fajnie i wygodnie, więc, mimo że potrafi się posługiwać łyżką, nożem i widelcem, korzysta z każdej okazji, żeby wmanipulować wybraną ofiarę we wkładanie mu paszy do paszczy. Najczęściej w tę pułapkę daje się wmanewrować Ania. Lubi małe dzieci i chętnie udaje "mamusię".

Matju: Już nie mogę jeść!
Ja: Serio? Najadłeś się? Już? Prawie nic nie tknąłeś!
Matju: Najadłem się, brzuszek jest pełny.
Ja: Hmm, to do brzuszka na pewno nie zmieści się ciasto czekoladowe na deser...
Matju [zbystrzał]: Ciastooo?
Ja: Owszem, ale skoro jesteś najedzony...
Matju: Ja zjem! Zjem kotlecik! Zmieści się!
Ja: Brawo!
Matju: Tylko musisz mnie nakarmić jak dzidziusia, bo nie mam siły...
Ja: Ciasto czekoladowe nie jest dla dzidziusiów, tylko dla dużych dzieci, które same jedzą.
Matju: [zamyślenie]

Matju idzie do Ani.
Matju: Ania, chcesz ciasto czekoladowe?
Ania: Ciasto? Tak!
Matju: To musisz mnie nakarmić kotlecikiem.

I pozamiatane.

wtorek, 17 listopada 2015

Raport

Infekcji dzień szósty.
Nadal zamknięci.
W bazie zaczyna brakować jedzenia.
Uzupełnienie zapasów niemożliwe.
Komendant wyjechał.
Morale niskie.
Bunty na porządku dziennym.
;)