Pani z Izraela robi PRZEDZIWNĄ CERAMIKĘ.
Szczególnie ZASTAWA STOŁOWA zasługuje na uwagę. Słabo mi od samego patrzenia, ale te rzeczy są genialne.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piękne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piękne. Pokaż wszystkie posty
piątek, 6 marca 2015
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Dla wszystkich
... którym pętla kredytu zaczyna odcinać dopływ powietrza a centralny bank Szwajcarii energicznie wykopuje stołek spod nóg. Barańczak na dziś.
Piękny wiersz i bardzo mój. Kiedy byłam nastolatką, przez wiele lat byłam codziennie mentalnie przygotowana do ucieczki. Raczej nie przywiązywałam się do rzeczy na tyle, żeby popaść w szok po ich utracie. Lepiej jest mieć mniej. Lżej. Spokojniej. Czas powrócić do tej zdrowej filozofii.
Najtrudniej chyba będzie z książkami. Im jestem starsza tym bardziej je kocham.
Piękny wiersz i bardzo mój. Kiedy byłam nastolatką, przez wiele lat byłam codziennie mentalnie przygotowana do ucieczki. Raczej nie przywiązywałam się do rzeczy na tyle, żeby popaść w szok po ich utracie. Lepiej jest mieć mniej. Lżej. Spokojniej. Czas powrócić do tej zdrowej filozofii.
Najtrudniej chyba będzie z książkami. Im jestem starsza tym bardziej je kocham.
środa, 14 stycznia 2015
Oko w oko z prawdą
Na fejsie zaatakowało mnie dziś coś świetnego :D Wyskoczyło na mnie jak alienowy face-hugger i nie pozwoliło oderwać od siebie oczu.
Otóż fotograf Christian Berthelot zrobił serię zdjęć noworodkom w pierwszych 20 sekundach po urodzeniu (drogą cesarskiego cięcia). Bez upiększeń. Każdy, kto uczestniczył w procesie przychodzenia dziecka na świat wie, że jest to proces nader trudny i brudny. A efekt tegoż procesu zupełnie nie przypomina rozkosznych różowych bobasków na okładkach gazet :D Dlatego zdjęcia owe otrzymały etykietkę "kontrowersyjnych", jak wszystko, co w naszym wypolerowanym na błysk świecie chociaż trochę zbliża się do prawdy.
Nie mogę nie wkleić linka, ogladając te zdjęcia miałam przed oczami trzy moje pierwsze spotkania z trojgiem moich dzieci. I poczułam autentyczne, bolesne wzruszenie, takie, którego nie są w stanie we mnie wywołać ckliwe artykuły o małych stópkach, zaślinionych usteczkach i tym jak jest cudownie być mamusią i och jakże wspaniałe są nasze dzieciaczki, sens naszej egzystencji. Gdybym była lepiej predysponowana i wyposażona do opieki nad gromadką dzieci, chetnie poddałabym się temu procesowi jeszcze raz. Nigdy nie czułam sie bardziej zwierzęciem, niż przy porodach i, choć to dziwnie brzmi, to były jedne z najgłębszych, najpełniejszych i najbardziej przejmujących doświadczeń w moim dość urozmaiconym życiu.
Osoby o wrażliwym zmyśle estetycznym, oraz przyszłych rodziców, którzy nie spotkali sie jeszcze oko w oko ze swoją fizjologią i nie są na to gotowi, uprasza się o nieklikanie :) Nie chcę nikomu zrobić traumy :)
LINK TUTAJ
I TUTAJ.
Otóż fotograf Christian Berthelot zrobił serię zdjęć noworodkom w pierwszych 20 sekundach po urodzeniu (drogą cesarskiego cięcia). Bez upiększeń. Każdy, kto uczestniczył w procesie przychodzenia dziecka na świat wie, że jest to proces nader trudny i brudny. A efekt tegoż procesu zupełnie nie przypomina rozkosznych różowych bobasków na okładkach gazet :D Dlatego zdjęcia owe otrzymały etykietkę "kontrowersyjnych", jak wszystko, co w naszym wypolerowanym na błysk świecie chociaż trochę zbliża się do prawdy.
Nie mogę nie wkleić linka, ogladając te zdjęcia miałam przed oczami trzy moje pierwsze spotkania z trojgiem moich dzieci. I poczułam autentyczne, bolesne wzruszenie, takie, którego nie są w stanie we mnie wywołać ckliwe artykuły o małych stópkach, zaślinionych usteczkach i tym jak jest cudownie być mamusią i och jakże wspaniałe są nasze dzieciaczki, sens naszej egzystencji. Gdybym była lepiej predysponowana i wyposażona do opieki nad gromadką dzieci, chetnie poddałabym się temu procesowi jeszcze raz. Nigdy nie czułam sie bardziej zwierzęciem, niż przy porodach i, choć to dziwnie brzmi, to były jedne z najgłębszych, najpełniejszych i najbardziej przejmujących doświadczeń w moim dość urozmaiconym życiu.
Osoby o wrażliwym zmyśle estetycznym, oraz przyszłych rodziców, którzy nie spotkali sie jeszcze oko w oko ze swoją fizjologią i nie są na to gotowi, uprasza się o nieklikanie :) Nie chcę nikomu zrobić traumy :)
LINK TUTAJ
I TUTAJ.
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Serhij Żadan - "Grudzień"
Piękny tekst, zamieszczony na stronie "Krytyki politycznej"
"Najgorzej jest oczywiście w grudniu. Od stycznia też nie ma co oczekiwać nic dobrego, ale grudzień jest wyjątkowy. Opuszcza cię na ziemię i szykuje na najgorsze. W grudniu mocno i dobitnie rozumiesz, że w najbliższym czasie w ogóle lepiej na nic nie liczyć. W najbliższej przyszłości wszystko będzie bez zmian – późne poranki, wczesne zmierzchy, przemarznięte pomieszczenia teatrów i bibliotek (jeśli chodzisz do bibliotek i teatrów), brudne schody na klatkach, przeciągi w oknach, przeciąg w sercu. A przede wszystkim nie ma żadnego przebłysku słońca, żadnego promienia, żadnej przejrzystości ani koloru.
Szare niebo, niskie chmury, czarny stary śnieg, drzewa mokre od tego śniegu – zima w tym kraju zaczyna się jak kryzys rodzinny – nieubłaganie i przewidywalnie. I nic nie zrobisz, nijak nie unikniesz, i chciałoby się liczyć dni do pierwszych odwilży i marcowego słońca, ale co tu liczyć, kiedy wszystko dopiero się zaczyna. W grudniu nagle lęk budzi kompletna ciemność, która zalega w przechodnich podwórkach, i boisz się w nie wchodzić – kto wie, czy tym razem wyjdziesz, w takich ciemnościach? A jeśli wyjdziesz, to dokąd?
Właśnie w grudniu zaglądasz do jam i głuchych kątów, gubisz się, gubisz ważne rzeczy. Jak tu nie zgubić w ciągłych ciemnościach, w takich słotach? Jasne, że wszystko gubisz, nic nie rozpoznajesz. I nie możesz nikomu wyjaśnić, czego zapomniałeś, gdzie, czego żałujesz, czego ci w ogóle brak. Wszystko dobrze, usprawiedliwiasz się, po prostu depresja, tak-tak – znów w grudniu, znowu ja, kto by pomyślał. Z zewnątrz tak to właśnie wygląda – mało słońca, dużo dymu, gardło choruje przez ostre i stalowe, jak kuchenne noże, nocne powietrze, tlen rani gardło, ono nie utrzymuje go w sobie, wydycha w przestrzeń gorące litery, które brzmią tak czule i niespokojnie, ale z których nie poskładasz nic, oprócz przekleństw i skarg.
W grudniu można by obchodzić jakiś międzynarodowy dzień utraty wszystkich oczekiwań i wielkiego końca wszelkich nadziei. Można by nawet urządzić uroczysty marsz z okazji święta. Powiedzmy, przez przechodnie podwórka. Pod mokrymi drzewami. Żeby ostatecznie podkreślić całkowitą beznadzieję.
W grudniu dobrze czują się sceptycy i panikarze. Widzicie, mówią pierwsi, ostrzegaliśmy, że będzie źle. A będzie jeszcze gorzej – przytakują im drudzy. I jak im zaprzeczysz? Zaprzeczać nie ma jak: grudzień to nie najlepsza pora na optymizm i brawurę.
Wyjątkowo ciężko się w grudniu czeka. Trudno zetknąć się z nadzieją, trudno zetknąć się z wiarą. Z tymi rzeczami i stanami, które przychodziły tak łatwo, powiedzmy, we wrześniu i którymi zresztą nawet w październiku niezbyt się przejmujesz. Teraz natomiast wszystko staje się złudne i niepewne – skąd nadzieja, kiedy masz przed sobą cztery miesiące awitaminozy? Skąd wiara, kiedy powietrze nagrzeje się naprawdę w kwietniu? A właściwie – pod koniec kwietnia. Teraz jest czas na depresje i załamania nerwowe, na rozczarowania i zwątpienia, na milczenie i chłód. W grudniu nie ma na co czekać, w grudniu nie warto nikomu wierzyć.
Ale czekać w ogóle jest ciężko. I ciężko wierzyć. Szczególnie, jeśli wcześniej też niezbyt wierzyłeś i niczego szczególnego nie oczekiwałeś. Ale jeśli wiedziałeś, na co liczyć i czego się spodziewać, wszystko nie wygląda tak beznadziejnie nawet teraz na początku chłodów. Właśnie dlatego mówię, dobrze, podejrzewałem, że to się musi stać, że będzie zimno i strasznie, żal będzie samego siebie, żal wszystkich wokół. Naprawdę popadałbym w rozpacz razem z nimi, jeśli bym myślał, że nic z tego wszystkiego nie wyjdzie i że to się wszystko wreszcie nie skończy, tak jak się skończyć powinno – dobrze i jasno.
Jednak nigdy tak nie myślałem i właśnie dlatego nikt mnie nie przekona, że wszystkie te mroki i depresje muszą odebrać nam pewność i zdecydowanie.
Basta, mówię, samo poczucie pracy ciepłych serc na ulicach i placach nie pozwala poddać się zmęczeniu i kapitulować, samo tylko wypowiadanie ważnego dla mnie imienia czyni powietrze słodkim i lekkim, samo tylko wspomnienie całej tej ilości słońca, która na wszystkich czeka, czyni wszystkie nasze ruchy i gesty niedaremnymi i skrajnie niezbędnymi.
Przecież każde twoje słowo jest niedaremne, każdy twój ruch jest niezbędny. Dlatego mów i nie przestawaj. Czyli wierz i się nie rozczarowuj."
przeł. Michał Petryk
"Najgorzej jest oczywiście w grudniu. Od stycznia też nie ma co oczekiwać nic dobrego, ale grudzień jest wyjątkowy. Opuszcza cię na ziemię i szykuje na najgorsze. W grudniu mocno i dobitnie rozumiesz, że w najbliższym czasie w ogóle lepiej na nic nie liczyć. W najbliższej przyszłości wszystko będzie bez zmian – późne poranki, wczesne zmierzchy, przemarznięte pomieszczenia teatrów i bibliotek (jeśli chodzisz do bibliotek i teatrów), brudne schody na klatkach, przeciągi w oknach, przeciąg w sercu. A przede wszystkim nie ma żadnego przebłysku słońca, żadnego promienia, żadnej przejrzystości ani koloru.
Szare niebo, niskie chmury, czarny stary śnieg, drzewa mokre od tego śniegu – zima w tym kraju zaczyna się jak kryzys rodzinny – nieubłaganie i przewidywalnie. I nic nie zrobisz, nijak nie unikniesz, i chciałoby się liczyć dni do pierwszych odwilży i marcowego słońca, ale co tu liczyć, kiedy wszystko dopiero się zaczyna. W grudniu nagle lęk budzi kompletna ciemność, która zalega w przechodnich podwórkach, i boisz się w nie wchodzić – kto wie, czy tym razem wyjdziesz, w takich ciemnościach? A jeśli wyjdziesz, to dokąd?
Właśnie w grudniu zaglądasz do jam i głuchych kątów, gubisz się, gubisz ważne rzeczy. Jak tu nie zgubić w ciągłych ciemnościach, w takich słotach? Jasne, że wszystko gubisz, nic nie rozpoznajesz. I nie możesz nikomu wyjaśnić, czego zapomniałeś, gdzie, czego żałujesz, czego ci w ogóle brak. Wszystko dobrze, usprawiedliwiasz się, po prostu depresja, tak-tak – znów w grudniu, znowu ja, kto by pomyślał. Z zewnątrz tak to właśnie wygląda – mało słońca, dużo dymu, gardło choruje przez ostre i stalowe, jak kuchenne noże, nocne powietrze, tlen rani gardło, ono nie utrzymuje go w sobie, wydycha w przestrzeń gorące litery, które brzmią tak czule i niespokojnie, ale z których nie poskładasz nic, oprócz przekleństw i skarg.
W grudniu można by obchodzić jakiś międzynarodowy dzień utraty wszystkich oczekiwań i wielkiego końca wszelkich nadziei. Można by nawet urządzić uroczysty marsz z okazji święta. Powiedzmy, przez przechodnie podwórka. Pod mokrymi drzewami. Żeby ostatecznie podkreślić całkowitą beznadzieję.
W grudniu dobrze czują się sceptycy i panikarze. Widzicie, mówią pierwsi, ostrzegaliśmy, że będzie źle. A będzie jeszcze gorzej – przytakują im drudzy. I jak im zaprzeczysz? Zaprzeczać nie ma jak: grudzień to nie najlepsza pora na optymizm i brawurę.
Wyjątkowo ciężko się w grudniu czeka. Trudno zetknąć się z nadzieją, trudno zetknąć się z wiarą. Z tymi rzeczami i stanami, które przychodziły tak łatwo, powiedzmy, we wrześniu i którymi zresztą nawet w październiku niezbyt się przejmujesz. Teraz natomiast wszystko staje się złudne i niepewne – skąd nadzieja, kiedy masz przed sobą cztery miesiące awitaminozy? Skąd wiara, kiedy powietrze nagrzeje się naprawdę w kwietniu? A właściwie – pod koniec kwietnia. Teraz jest czas na depresje i załamania nerwowe, na rozczarowania i zwątpienia, na milczenie i chłód. W grudniu nie ma na co czekać, w grudniu nie warto nikomu wierzyć.
Ale czekać w ogóle jest ciężko. I ciężko wierzyć. Szczególnie, jeśli wcześniej też niezbyt wierzyłeś i niczego szczególnego nie oczekiwałeś. Ale jeśli wiedziałeś, na co liczyć i czego się spodziewać, wszystko nie wygląda tak beznadziejnie nawet teraz na początku chłodów. Właśnie dlatego mówię, dobrze, podejrzewałem, że to się musi stać, że będzie zimno i strasznie, żal będzie samego siebie, żal wszystkich wokół. Naprawdę popadałbym w rozpacz razem z nimi, jeśli bym myślał, że nic z tego wszystkiego nie wyjdzie i że to się wszystko wreszcie nie skończy, tak jak się skończyć powinno – dobrze i jasno.
Jednak nigdy tak nie myślałem i właśnie dlatego nikt mnie nie przekona, że wszystkie te mroki i depresje muszą odebrać nam pewność i zdecydowanie.
Basta, mówię, samo poczucie pracy ciepłych serc na ulicach i placach nie pozwala poddać się zmęczeniu i kapitulować, samo tylko wypowiadanie ważnego dla mnie imienia czyni powietrze słodkim i lekkim, samo tylko wspomnienie całej tej ilości słońca, która na wszystkich czeka, czyni wszystkie nasze ruchy i gesty niedaremnymi i skrajnie niezbędnymi.
Przecież każde twoje słowo jest niedaremne, każdy twój ruch jest niezbędny. Dlatego mów i nie przestawaj. Czyli wierz i się nie rozczarowuj."
przeł. Michał Petryk
czwartek, 11 grudnia 2014
Ładne rzeczy
Obraz Jarka Kubickiego. Ładny. Brałabym na ścianę.
I odpowiednia muzyka w tle. Całą płytę można kupić na przykład razem z pierwszym albumem Kubickiego na portalu crowdfundingowym Indiegogo. Jeszcze przez 66 godzin.
poniedziałek, 8 grudnia 2014
wtorek, 2 grudnia 2014
Człowieczy los
Mijam ten mural co najmniej raz w tygodniu i zawsze obiecuję sobie, że mu zrobię zdjęcie. Do tej pory mi się nie udało, ale za to znalazłam w necie :)
IMO genialny.
IMO genialny.
wtorek, 28 października 2014
Keep calm...
Mission accomplished!
Miałam zapytać, czy w moim wieku jeszcze wypada nosić takie pantofelki, ale szczerze mówiąc wisi mi to ;)
czwartek, 2 stycznia 2014
Coś do patrzenia
Zdjęcie autorstwa Grahama Collinga.
Patrzę i znowu jestem dzieckiem, przy każdej okazji uciekającym do lasu.
To światło... Omójborze, to światło. "Piękne" brzmi tu jak obelga. Chciałabym wziąć ten obrazek i wytatuować go sobie na powiekach od środka, zamiast tego, co tam teraz jest.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpeg)






