Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piękne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piękne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Dla wszystkich

... którym pętla kredytu zaczyna odcinać dopływ powietrza a centralny bank Szwajcarii energicznie wykopuje stołek spod nóg. Barańczak na dziś.


Piękny wiersz i bardzo mój. Kiedy byłam nastolatką, przez wiele lat byłam codziennie mentalnie przygotowana do ucieczki. Raczej nie przywiązywałam się do rzeczy na tyle, żeby popaść w szok po ich utracie. Lepiej jest mieć mniej. Lżej. Spokojniej. Czas powrócić do tej zdrowej filozofii.
Najtrudniej chyba będzie z książkami. Im jestem starsza tym bardziej je kocham.

środa, 14 stycznia 2015

Oko w oko z prawdą

Na fejsie zaatakowało mnie dziś coś świetnego :D Wyskoczyło na mnie jak alienowy face-hugger i nie pozwoliło oderwać od siebie oczu.

Otóż fotograf Christian Berthelot zrobił serię zdjęć noworodkom w pierwszych 20 sekundach po urodzeniu (drogą cesarskiego cięcia). Bez upiększeń. Każdy, kto uczestniczył w procesie przychodzenia dziecka na świat wie, że jest to proces nader trudny i brudny. A efekt tegoż procesu zupełnie nie przypomina rozkosznych różowych bobasków na okładkach gazet :D Dlatego zdjęcia owe otrzymały etykietkę "kontrowersyjnych", jak wszystko, co w naszym wypolerowanym na błysk świecie chociaż trochę zbliża się do prawdy.

Nie mogę nie wkleić linka, ogladając te zdjęcia miałam przed oczami trzy moje pierwsze spotkania z trojgiem moich dzieci. I poczułam autentyczne, bolesne wzruszenie, takie, którego nie są w stanie we mnie wywołać ckliwe artykuły o małych stópkach, zaślinionych usteczkach i tym jak jest cudownie być mamusią i och jakże wspaniałe są nasze dzieciaczki, sens naszej egzystencji. Gdybym była lepiej predysponowana i wyposażona do opieki nad gromadką dzieci, chetnie poddałabym się temu procesowi jeszcze raz. Nigdy nie czułam sie bardziej zwierzęciem, niż przy porodach i, choć to dziwnie brzmi, to były jedne z najgłębszych, najpełniejszych i najbardziej przejmujących doświadczeń w moim dość urozmaiconym życiu.

Osoby o wrażliwym zmyśle estetycznym, oraz przyszłych rodziców, którzy nie spotkali sie jeszcze oko w oko ze swoją fizjologią i nie są na to gotowi, uprasza się o nieklikanie :) Nie chcę nikomu zrobić traumy :)

LINK TUTAJ

I TUTAJ.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Serhij Żadan - "Grudzień"

Piękny tekst, zamieszczony na stronie "Krytyki politycznej"

"Najgorzej jest oczywiście w grudniu. Od stycznia też nie ma co oczekiwać nic dobrego, ale grudzień jest wyjątkowy. Opuszcza cię na ziemię i szykuje na najgorsze. W grudniu mocno i dobitnie rozumiesz, że w najbliższym czasie w ogóle lepiej na nic nie liczyć. W najbliższej przyszłości wszystko będzie bez zmian – późne poranki, wczesne zmierzchy, przemarznięte pomieszczenia teatrów i bibliotek (jeśli chodzisz do bibliotek i teatrów), brudne schody na klatkach, przeciągi w oknach, przeciąg w sercu. A przede wszystkim nie ma żadnego przebłysku słońca, żadnego promienia, żadnej przejrzystości ani koloru.

Szare niebo, niskie chmury, czarny stary śnieg, drzewa mokre od tego śniegu – zima w tym kraju zaczyna się jak kryzys rodzinny – nieubłaganie i przewidywalnie. I nic nie zrobisz, nijak nie unikniesz, i chciałoby się liczyć dni do pierwszych odwilży i marcowego słońca, ale co tu liczyć, kiedy wszystko dopiero się zaczyna. W grudniu nagle lęk budzi kompletna ciemność, która zalega w przechodnich podwórkach, i boisz się w nie wchodzić – kto wie, czy tym razem wyjdziesz, w takich ciemnościach? A jeśli wyjdziesz, to dokąd?

Właśnie w grudniu zaglądasz do jam i głuchych kątów, gubisz się, gubisz ważne rzeczy. Jak tu nie zgubić w ciągłych ciemnościach, w takich słotach? Jasne, że wszystko gubisz, nic nie rozpoznajesz. I nie możesz nikomu wyjaśnić, czego zapomniałeś, gdzie, czego żałujesz, czego ci w ogóle brak. Wszystko dobrze, usprawiedliwiasz się, po prostu depresja, tak-tak – znów w grudniu, znowu ja, kto by pomyślał. Z zewnątrz tak to właśnie wygląda – mało słońca, dużo dymu, gardło choruje przez ostre i stalowe, jak kuchenne noże, nocne powietrze, tlen rani gardło, ono nie utrzymuje go w sobie, wydycha w przestrzeń gorące litery, które brzmią tak czule i niespokojnie, ale z których nie poskładasz nic, oprócz przekleństw i skarg.

W grudniu można by obchodzić jakiś międzynarodowy dzień utraty wszystkich oczekiwań i wielkiego końca wszelkich nadziei. Można by nawet urządzić uroczysty marsz z okazji święta. Powiedzmy, przez przechodnie podwórka. Pod mokrymi drzewami. Żeby ostatecznie podkreślić całkowitą beznadzieję.

W grudniu dobrze czują się sceptycy i panikarze. Widzicie, mówią pierwsi, ostrzegaliśmy, że będzie źle. A będzie jeszcze gorzej – przytakują im drudzy. I jak im zaprzeczysz? Zaprzeczać nie ma jak: grudzień to nie najlepsza pora na optymizm i brawurę.

Wyjątkowo ciężko się w grudniu czeka. Trudno zetknąć się z nadzieją, trudno zetknąć się z wiarą. Z tymi rzeczami i stanami, które przychodziły tak łatwo, powiedzmy, we wrześniu i którymi zresztą nawet w październiku niezbyt się przejmujesz. Teraz natomiast wszystko staje się złudne i niepewne – skąd nadzieja, kiedy masz przed sobą cztery miesiące awitaminozy? Skąd wiara, kiedy powietrze nagrzeje się naprawdę w kwietniu? A właściwie – pod koniec kwietnia. Teraz jest czas na depresje i załamania nerwowe, na rozczarowania i zwątpienia, na milczenie i chłód. W grudniu nie ma na co czekać, w grudniu nie warto nikomu wierzyć.

Ale czekać w ogóle jest ciężko. I ciężko wierzyć. Szczególnie, jeśli wcześniej też niezbyt wierzyłeś i niczego szczególnego nie oczekiwałeś. Ale jeśli wiedziałeś, na co liczyć i czego się spodziewać, wszystko nie wygląda tak beznadziejnie nawet teraz na początku chłodów. Właśnie dlatego mówię, dobrze, podejrzewałem, że to się musi stać, że będzie zimno i strasznie, żal będzie samego siebie, żal wszystkich wokół. Naprawdę popadałbym w rozpacz razem z nimi, jeśli bym myślał, że nic z tego wszystkiego nie wyjdzie i że to się wszystko wreszcie nie skończy, tak jak się skończyć powinno – dobrze i jasno.

Jednak nigdy tak nie myślałem i właśnie dlatego nikt mnie nie przekona, że wszystkie te mroki i depresje muszą odebrać nam pewność i zdecydowanie.

Basta, mówię, samo poczucie pracy ciepłych serc na ulicach i placach nie pozwala poddać się zmęczeniu i kapitulować, samo tylko wypowiadanie ważnego dla mnie imienia czyni powietrze słodkim i lekkim, samo tylko wspomnienie całej tej ilości słońca, która na wszystkich czeka, czyni wszystkie nasze ruchy i gesty niedaremnymi i skrajnie niezbędnymi.

Przecież każde twoje słowo jest niedaremne, każdy twój ruch jest niezbędny. Dlatego mów i nie przestawaj. Czyli wierz i się nie rozczarowuj."

przeł. Michał Petryk

czwartek, 11 grudnia 2014

Ładne rzeczy

Obraz Jarka Kubickiego. Ładny. Brałabym na ścianę.



I odpowiednia muzyka w tle. Całą płytę można kupić na przykład razem z pierwszym albumem Kubickiego na portalu crowdfundingowym Indiegogo. Jeszcze przez 66 godzin.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

wtorek, 2 grudnia 2014

Człowieczy los

Mijam ten mural  co najmniej raz w tygodniu i zawsze obiecuję sobie, że mu zrobię zdjęcie. Do tej pory mi się nie udało, ale za to znalazłam w necie :)


IMO genialny.

wtorek, 28 października 2014

Keep calm...


Mission accomplished!









Miałam zapytać, czy w moim wieku jeszcze wypada nosić takie pantofelki, ale szczerze mówiąc wisi mi to ;)

czwartek, 2 stycznia 2014

Coś do patrzenia


Zdjęcie autorstwa Grahama Collinga.

Patrzę i znowu jestem dzieckiem, przy każdej okazji uciekającym do lasu.
To światło... Omójborze, to światło. "Piękne" brzmi tu jak obelga. Chciałabym wziąć ten obrazek i wytatuować go sobie na powiekach od środka, zamiast tego, co tam teraz jest.