Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naukawo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naukawo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 stycznia 2015

(p)anestetyk

Studiuję sobie podyplomowo. Kończy się pierwszy semestr i mam kilka przemyśleń.

Im więcej wiem o nauczaniu tym mniej mi się ono podoba. Kiedyś lubiłam uczyć (wtedy włoskiego), ale od tamtego czasu minęło 16 lat i chyba znalazlam po drodze milion innych rzeczy, które sprawiają więcej satysfakcji i są mniej frustrujące. Jednakowoż pieniędzy z nich raczej nie będzie, więc brnę w raz obranym kierunku, acz coraz niechętniej. To nie jest dobry znak.

samanthadoodles.deviantart.com
Najwięcej frajdy sprawiają mi przedmioty poboczne - psychologia (moje hobby), emisja głosu i mój absolutnie bezkonkurencyjny faworyt - "elementy historii i kultury krajów anglojęzycznych" z TYM panem. Nie dość, że ma fenomenalną wiedzę, którą przekazuje z pasją i poczuciem humoru, to jeszcze robi to w płynnej idiomatycznej amerykańskiej angielszczyźnie. Rarytas i balsam dla ucha. Fakt, że te zajęcia są dla mnie jak łyk tlenu i półtoragodzinne wakacje w raju z gratisową ścieżką białej damy, tylko potwierdza moje obawy: w głębi duszy nie jestem nauczycielem. Jestem filologiem. Urodziłam się filologiem i umrę filologiem, dla którego najwiekszą podjarką jest rozkmina tekstów sprzed paru stuleci.

Niestety za to słabo płacą a frank drożeje, więc postaram się jak umiem najlepiej.




niedziela, 16 listopada 2014

Po ile matka?

Średnia: A dziś w kościele pytali kto by oddał rodziców za pieniądze i my nie podniosłyśmy ręki! Ja nawet czapki nie poprawiłam, żeby nie było, że rękę podniosłam! Za nic bym nie oddała rodziców, wolę, żeby SPOKOJNIE SOBIE UMARLI!

Czuję się spokojna o przyszłość.

Dzisiejsza dawka akademickiej wiedzy, oraz forma podawania tejże, zupełnie mnie wykończyła. Włączył mi się obwód socjofobiczny w mózgu i nie opuszcza mnie czarowna wizja samotnego wyplatania koszy z wikliny w drewnianym szałasie w Bieszczadach.
Po powrocie do domu opadły mnie spragnione towarzystwa dzieci, przekrzykując się nawzajem. Obwód socjofobiczny zaczyna się przegrzewać i grozi spięciem oraz przepaleniem bezpieczników.

Jedyne co może w chwili obecnej przywrócić mnie życiu to znalezione w sieci perły twórczości Radka Teklaka. Jego streszczenia kolejnych odcinków serialu "Wiedźmin" (zebrane również w ebooku pod tytułem "Miecz żenady") dawkuję sobie w małych kawałkach, żeby starczyło na dłużej. Żadna komedia nie ubawiła mnie tak jak te teksty. Zaśmiewam się w autobusie, w tramwaju, na ulicy (chodzę z kindlem w ręku bo nie mogę się oderwać). Reset mózgu, tak bardzo mi potrzebny.


sobota, 15 listopada 2014

Zjazd

Wróciłam z pierwszego dnia drugiego zjazdu na uczelni, gdzie nakładano mi oświaty kaganiec ;)
Zajęcia z psychologii były interesujące i niezmiernie owocne. Poznałam między innymi klasyfikację stylów radzenia sobie ze stresem. Jest ich trzy: zadaniowy ("natychmiast zróbmy plan działania i rozwiążmy problem"), unikowy ("idę na zakupy a potem zjem coś dobrego i obejrzę film i jeszcze cos zjem... problem? jaki problem?") i skupiony na emocjach ("Jestem nieszczęśliwa, mam problem. Jest mi z tym źle. A kiedyś nie było mi źle tylko dobrze. A teraz już nie jest. I mam problem i jest mi źle. Nic nie umiem, jestem beznadziejna i to wszystko moja wina. I jest mi źle. Buuuuu.").

W trakcie dalszych zajęć wyszło mi, że ten ostatni to, hue hue, mój styl dominujący. Bardzo dominujący. Co w połączeniu ze zmierzonym na poprzednich zajęciach poziomem stresu sięgajacym górnej granicy skali  doskonale tłumaczy, czemu mam tak jak mam.

Oczywiście można pracować nad sobą i poprawić swoje wyniki w zakresie niedominujących stylów. Tak rozkminiam, co mogłabym zrobić. Jeśli chodzi o podejście zadaniowe ("natychmiast rozwiążmy problem") to zaczęłabym, myślę, od zakneblowania dzieci. Raczej na stałe. Można by też je związać (Dzisiejszy wieczór spędziłam zbierając z dywanu rozsypane przez potomstwo koraliki Pyssla. Kilka setek ich było. Wizja przywiązywania rozbrykanych dziatek do kaloryfera w ramach prewencji wyglądała mi na bardzo kuszącą.). Potem szybka wizyta u paru osób, które chciałabym z miłością i czule poklepać po plecach, najlepiej ostrzem siekiery. Nie, zaraz, chwila... to wszystko karalne jest. No to myślę, że pozostanę przy klasycznej, dobrze opanowanej przeze mnie metodzie "popłaczę sobie w kącie".

Potem ćwiczenia z, uwaga, emisji głosu. Z przemiłą panią doktor. Na następne zajęcia poleciła ubrać się w dres i grube skarpetki oraz przywlec do szkoły karimaty, będziemy się kłaść tudzież przyjmować inne wyszukane pozycje :) Zapowiada się fascynująco. Po dzisiejszej sesji mówiłam pięknym radiowym kontraltem z lekką jazzową chrypką. Niestety przeszło mi po godzinie, a szkoda, bo już obmyślałam ścieżkę kariery w specjalnych firmach telefonicznych, których reklamy wciska się samotnym panom za wycieraczki w autach.

Na deser dostaliśmy półtorej godziny wykładu z teorii uczenia się i nauczania języków, z profesorem, który całkiem od niechcenia sprawiał, że raz po raz rechotaliśmy jak żaby w gliniance, co uważam za umiejętność u wykładowcy uniwersyteckiego wręcz bezcenną.

Po tak przyjemnie spędzonym dniu wróciłam do domu. Powitał mnie krzyk, płacz,  "mamoooo a ona mi...", "mamooo a ja chcę...", "mamoooo...", ogólny syf i, jak już wspomniałam, kilkaset rozsypanych koralików Pyssla, niech do piątego pokolenia przeklęty będzie ten kto je wymyślił (taki zabawny anagram - kiedy poprzestawia się litery w słowach "koraliki Pyssla" jak nic wychodzi "pierdolony chiński plastik wielkości nasion kurwaszmać truskawki").

Jutro edukacji (i od rodziny separacji) dzień kolejny, a myśl ta zaprawdę napawa mnie wdzięcznością.



poniedziałek, 18 listopada 2013

Która półkula

... mózgowa dominuje u ciebie?

U mnie prawa. 69%. Chaos, kreatywność, intuicja, fantazja, obrazy, ciekawość.
Zgadza się :) To JA.

TEST