Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 marca 2016

Sprawdzę w google co mi jest

Któż z nas oparł się pokusie zostania swoim własnym lekarzem? W dobie gugla drogie i męczące studia medyczne oraz kosztowne badania specjalistyczne to wszak przeżytek! Internety wszystko zdiagnozujo i wyleczo.


Jestem winna, przyznaję się. Przedwczoraj, przy tym masakrycznym bólu gardła, przeczytałam ciekawy artykuł w necie, o meningokokach. Zaczęła mnie potem boleć głowa i plecy, więc wkręciłam sobie, że na pewno mam zapalenie opon mózgowych. Chyba wystraszyłam męża.
Na szczęście moje internetowe zapalenie opon mózgowych, potraktowane: bańkami, kwiatem lipy, miodem, cytryną, czosnkiem i płynem do płukania Octenidol (Kajka, dzięki!) zaczęło powoli przechodzić, więc myślę, że obejdzie się bez hospitalizacji ;) No, chyba że psychiatrycznej ;)

A druga dobra wiadomość jest taka, że Foo Fighters się nie rozpadają, o. :D I są przy tym śmieszni :D

wtorek, 16 lutego 2016

Do słuchania

Jeśli ktoś lubi klimaty typu: horror, tajemnica, teorie spiskowe, siły nadprzyrodzone, to tutaj są dwa dobre podcasty do słuchania, w języku language.

Pacific Northwest Stories

Tutaj o jednym z owych podcastów pisze The Guardian. Pochlebnie. 

Zmyślone opowieści doprawiono szczyptą nauki i historii, dzięki czemu: a) jest bardziej prawdopodobnie / mniej niewiarygodnie oraz b) można dowiedzieć się czegoś ciekawego (wiecie co to jest komat pitagorejski? ;) Nie? Ja w sumie też nie, bo za cholerę nie rozumiem wyjaśnienia na Wikipedii ;) ).
Ponadto rzecz rozgrywa się w dużej mierze w miejscach, zwanych zbiorczo po polsku Wybrzeżem Północno Zachodnim, które to miejsca podobno są bardzo piękne. Nie wiem, nie byłam, ale na zdjęciach podoba mi się szalenie. Wycieczkę w tamte rejony wpiszę sobie na listę marzeń. Chyba będę potrzebować większej skarbonki.


sobota, 16 stycznia 2016

Bordello bum bum czyli weekend w domu wariatów

Wszyscy chorzy, wszyscy w domu.
Wojna o oklocki, wojna o ciastolinę, wojna o bajki, wojna o strój Śnieżki na poniedziałkowy bal w szkole, wojna o wojnę.
Ona mnie bije, on nam psuje zabawę, daj nam czekoladę, chcemy jeść w dużym pokoju nie w kuchni, jak mi nie dasz płatków to cię nienawidzę, co mi zaproponujesz na przekąskę, nie tego nie zjem i tamtego też nie, daj mi coś, daj mi czerwoną wstążkę, nie, nie może być biała, ma być czerwona, nie chciałam białej, jesteś niedobrą mamą i nie kochasz swoich dzieci! Chcę doś słodkiego, chcę chcę chcę! Nic cię to nie obchodzi! Wcale nas nie kochasz!

Podsumowując, nie ma to jak mały szantażyk emocjonalny w sobotni poranek ;) Jeśli ustąpiłabym pod ciężarem poczucia winy i dała każdemu po batoniku, wiara w moje matczyne oddanie zostałaby cudownie odbudowana ;) Aż do następnego batonika :D
Na moje szczęście - szantaż emocjonalny po jakimś czasie traci swoją skuteczność. Poza tym zawsze można ponegocjować: "kochana córko, kiedy ostatnio stałam nad tobą i prosiłam żebyś posprzątała w szafie, powiedziałaś, że nie słyszysz i że cię to nie obchodzi. To, jak widzisz, działa w dwie strony" ;)
Ot, rodzicielstwo nasze powszednie, ćwiczenia z negocjacji z terrorystami ;)

To nic, że codziennie rano otwieram oczy i czuję się jak szczeniak wrzucony do przerębli. Się zwlec trzeba chcąc nie chcąc i działać, bo samo się nie zrobi.
Dziś tkwię w samym środku czegoś co przypomina wściekłe i ociekające glutem tornado. Mojej równowagi psychicznej bronią dobre Siostry Benedyktynki z Awinionu. Harmonia i spokój. Może wszyscy dożyjemy wieczora ;) Znerwicowanym polecam.

niedziela, 20 grudnia 2015

Relax

Dziś pieczemy pierniczki. Mam przeczucie, że oprócz mąki, jajec i przyprawy do pierników powinnam mieć pod ręką coś na uspokojenie.



Video z bogatej kolekcji The Honest Guys na jutubie. Oprócz standardowego medytacyjnego pitu pitu mają na przykład takie dziwności jak osiem godzin deszczu, padającego na brezent namiotu. Czasem włączam sobie do czytania. Pogoda taka beznadziejna, że na prawdziwy, porządny deszcz nie ma co liczyć.

poniedziałek, 26 października 2015

Szara piechota

Średnia zgłosiła się do grupy wykonującej muzycznie patriotyczny utwór, który wszyscy znamy i kochamy:



Z okazji akademii ku czci niepodległości zapewne.
W związku z tym jestem od dzis poddawana przedłużonym torturom. Powyżej zalinkowany podkład muzyczny gra na repeat, Średnia stoi mi nad biurkiem i śpiewa, co w jej wykonaniu brzmi mniej więcej tak...

...sząąą ... sóów, ich strój
... nosząąąą srebra ani srebra ani  ni złoootaaaa
...szym szeregu ...dążaaaa na bójjjj

... i tak dalej, albowiem nie zna słów. Których, dodam, nie jest w stanie zapamiętać, ponieważ sa dla niej zrozumiałe tak w połowie mniej więcej. Próbuje i próbuje, ale sukcesu na horyzoncie nie widać.
Cóż, gdyby cover tej pieśni nagrały wróżki Winx, byłoby niewątpliwie łatwiej. Może ktoś pociągnie ten pomysł.
Tymczasem czuję jak smażą mi się neurony i pękają z trzaskiem, jeden po drugim. Help.

czwartek, 15 października 2015

Pokój Furii

Napisałam długi i nużący post bez polotu. I skasowałam, bo dałoby się go podsumować w czterech słowach: "mam ochotę komuś przypierdolić". Nawet wiem komu, leciałabym według listy, ale cóż, to nielegalne.

Najwyraźniej nie jestem odosobniona w tym pragnieniu. Jest popyt - jest podaż! W Łodzi powstał bowiem pierwszy w Polsce Pokój Furii. Gdzie zwyczajny człowiek, zalewany adrenalinowym koktajlem ciężkiego wkurwu, odziany w kombinezon ochronny, gogle, rękawice i co tam jeszcze, może dokonać totalnej demolki. Kijem bejsbolowym, kijem do golfa, pięściami, czym kto chce.
Uważam, że pomysł jest rewelacyjny. Chętnie wykupiłabym karnet na codzienne wizyty co najmniej przez miesiąc. Zabrakłoby im kijów bejsbolowych.

Ale tymczasem mogę sobie tylko pomarzyć. Potrzeba niszczenia wibruje pod skórą; dzieci emitują donośne dźwięki, nie absorbując przy tym żadnych dźwięków z otoczenia, w szeczólności poleceń matki; mąż wychodzi o 7.00 i wraca o 21.00; pieniądze na koncie się skończyły a dopiero połowa miesiąca.

A w słuchawkach na repeat mi gra.

Wounded satellite.
Anomaly.
I'm calling your name up into the air.
Not one of the others could ever compare.
A thousand ships couldn't sail me back from distress.
Anomaly.


środa, 22 lipca 2015

Słuchalnia

Jest Lao Che - jest moc. Nowy album jest IMO znakomity, a poniższa piosenka nie opuszcza mnie od kilku dni i ściska za serce.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Dousznie. Oraz "Białe" Ilony Wiśniewskiej

Eska Rock często zapodaje Nightwish, za co jestem im wdzięczna. Im głośniej tym lepiej.

.

Skończyłam czytać "Białe" Ilony Wiśniewskiej. I dziekuję dobrej koleżance, która wkłada mi w ręce świetne polskie książki.

Bardzo północny reportaż z zimnej wyspy. Usiany ciekawostkami (co się robi z kupą w Arktyce?), mnóstwem niezwykłych ludzi i ich poplątanych losów. Życie codzienne i niecodzienne, praca i rozrywka, miasteczko liczące niewiele ponad dwa tysiące dusz kilkudziesięciu narodowości. Średnia wieku nie przekracza 40 lat, bo mieszkać tam mogą tylko ci, którzy są w stanie sami o siebie się troszczyć.
Noc polarna - kilka miesięcy w roku zasypiasz, budzisz się i żyjesz w kompletnych ciemnościach. Potem dzień polarny - kilka miesięcy słońce świeci non-stop. To dopiero coś. Noc zapewne podobałaby mi się bardziej.
Chciałabym tam pojechać. Wszystko wydaje się takie... prawdziwsze. Bardziej rzeczywista rzeczywistość. Zdefiniowałabym się ta rzeczywistością. Zimne jest piękne.

piątek, 10 kwietnia 2015

Nie to nie

Poranny mix Antyradia (albo EskiRock, nie wiem) podrzucił mi tymczasowe rozwiązanie mego wielkiego problemu - jak skutecznie i bezpiecznie mówić "NIE".

Dzieci: Mamoo, mogę wyjśc na dwór? Mamoo, możesz mi zrobić ciasto? Mamooo, mogę czekoladę? mamooo, mogę? Mamoo, dasz? Mamoo, zrobisz? Mamoo mamooo mamooo!
Ja: Nie. Nie możesz/nie zrobię/nie jedz/nie dam. NIE.
Dzieci: Ale mamoooo, ale MAMOOOOOO, mogęęę? Proszę, mogęęęę? Dasz? Zrobisz?
Ja [rechocząc wewnetrznie, głosem przesiąkniętym mocą na wzór ukochanej Kasi Nosowskiej, z dziką satysfakcją zaczynam śpiewać]:

"NIE NIE NIE
NIE TO NIE,
MÓWIĘ NIE, GDY MYŚLĘ NIE
CZEMU WIĘC
CZYTASZ NIE
JAKBY NIE BYŁO TAK!!!!"

Miny moich dzieci - bezcenne :D Zapewne nie konstytuuję w ich małych główkach miłości do klasyki polskiego rocka, ale ciul z tym ;)


 

poniedziałek, 23 marca 2015

Eye candy

Inspirujący filmik na dziś ;) Aż chciałoby się poćwiczyć. Yyyyy, to może jutro ;) Tymczasem sobie popaczę :D

sobota, 21 lutego 2015

Boys will be boys

Matju skacze. Rzuca się. Biega. Ślizga się. Robi fikołki. Staje na głowie. Ciska przedmiotami. Średnio raz na piętnaście minut robi sobie krzywdę i wybucha wrzaskiem. Boli nóżka, boli rączka, boli główka, uauauaaaaaaaaaaa!!!!!! Mamaaaaaaa!!! Podmuuuuchaaaaaaaaj!!!!!!! Auauauauauaaaaaaa!!!!!

Wyje przez kilka minut, przyprawiając mnie o nerwowe drgawki, po czym uspokaja się i kontynuuje wywrotową działalność. Nie wyciągając ABSOLUTNIE ŻADNYCH wniosków z doznanych cierpień. ŻADNYCH. Za to ja wyciągam... Uspokajacza z szafki z lekami albo wino z lodówki, bo ileż można bez znieczulenia słuchać krzyku?
Mąż w powietrznej drodze do zimowego piekła (kierunek: Boston, temperatura -12, śniegu po dachy), a ja zostałam na straży domowego ogniska. Mam, nie ukrywam, szaloną ochotę zalać owoż ognisko pianką gaśniczą i wiać gdzie pieprz rośnie.

Stink i Eryk z Klapką dotrzymują mi towarzystwa (wzięło mnie dziś na starocie, duchowy powrót do czasów, kiedy byłam młoda, szczupła i pełna idiotycznej nadziei):

wtorek, 3 lutego 2015

Poetą się bywa

Nie ma to jak mózgotrzepny quizik na skołatane nerwy. Dziś BuzzFeed zaserwował mi quiz "Którym sławnym poetą jesteś?".
Oczywiście jestem Sylvią Plath :) Jakżeby inaczej ;)

"You got: Sylvia Plath
You think of yourself as an outsider, but people really relate to both your triumphs and struggles. You aren’t afraid to be totally honest about your feelings, and that inspires others to do the same."

Skoro tak, to dla smaku wrzucę jeden z moich ulubionych wierszy. Chciałam wstawić też tłumaczenie, ale nie znalazłam ładnego, a sama się nie będę porywać na świętości :)

Sylvia Plath - "Morning Song"

 Love set you going like a fat gold watch.
The midwife slapped your footsoles, and your bald cry
Took its place among the elements.

Our voices echo, magnifying your arrival.  New statue.
In a drafty museum, your nakedness
Shadows our safety.  We stand round blankly as walls.

I’m no more your mother
Than the cloud that distills a mirror to reflect its own slow
Effacement at the wind’s hand.

All night your moth-breath
Flickers among the flat pink roses.  I wake to listen:
A far sea moves in my ear.

One cry, and I stumble from bed, cow-heavy and floral
In my Victorian nightgown.
Your mouth opens clean as a cat’s.  The window square

Whitens and swallows its dull stars.  And now you try
Your handful of notes;
The clear vowels rise like balloons.


I zacny podkład muzyczny.

czwartek, 22 stycznia 2015

Diva Plavalaguna live

Piąty Element to jeden z moich ulubionych filmów. A ten paraoperowy kawalek jest oczywiście bombowy.
Podwójnie bombowy jest w wykonaniu tejże młodej Ormianki, bez rzeźbienia elektroniką.
Oglądałam z opadniętą szczęką ;)

piątek, 9 stycznia 2015

Cytat na dziś

"Hope is a terrible thing, she said. Is it? Yes, it keep you living in another place, a place which doesn't exist. For some people it's better than where they are. For many it's a relief. From life, she said. A relief from life? Is that living? Some people don't have a choice. No and that's awful for them. Hope is better than misery, he said. Or despair. Hope belongs in the same box as despair. Hope is not so bad, he said. At least despair has truth to it."

-- Susan Minot, author of EVENING

I podkład muzyczny. Gavin. Loff.

sobota, 3 stycznia 2015

Hartbrejk

Cały dzień byłam radosna, optymistyczna, pełna energii i zabójczo wręcz produktywna. Mój biedny organizm jest nieprzyzwyczajony do takich obciążęń, po południu się poddał.
Czas się oddać zwyczajowej melancholii. Dzisiejszy wieczór sponsoruje szklanka szampana pozostałego po Sylwestrze, zapas chusteczek higienicznych oraz cudne gitary w tej piosence, która leci na repeat i metodycznie łamie mi serce jak Chuck Norris sztachety.



Jest to dobry czas na czytanie wierszy.

"I want to gather your darkness
in my hands, to cup it like water
and drink.
I want this in the same way
as I want to touch your cheek—
it is the same—
the way a moth will come
to the bedroom window in late September,
beating and beating its wings against cold glass,
the way a horse will lower
his long head to water, and drink,
and pause to lift his head and look,
and drink again,
taking everything in with the water,
everything."

—Jane Hirshfield, ‘To Drink’, in Of Gravity & Angels

The Archipelago Of Kisses

We live in a modern society. Husbands and wives don't
grow on trees, like in the old days. So where
does one find love? When you're sixteen it's easy, 
like being unleashed with a credit card
in a department store of kisses. There's the first kiss.
The sloppy kiss. The peck.
The sympathy kiss. The backseat smooch. The we
shouldn't be doing this kiss. The but your lips
taste so good kiss. The bury me in an avalanche of tingles kiss.
The I wish you'd quit smoking kiss.
The I accept your apology, but you make me really mad
sometimes kiss. The I know
your tongue like the back of my hand kiss. As you get
older, kisses become scarce. You'll be driving
home and see a damaged kiss on the side of the road, 
with its purple thumb out. If you
were younger, you'd pull over, slide open the mouth's
red door just to see how it fits. Oh where
does one find love? If you rub two glances, you get a smile.
Rub two smiles, you get a warm feeling.
Rub two warm feelings and presto-you have a kiss. 
Now what? Don't invite the kiss over
and answer the door in your underwear. It'll get suspicious
and stare at your toes. Don't water the kiss with whiskey. 
It'll turn bright pink and explode into a thousand luscious splinters, 
but in the morning it'll be ashamed and sneak out of
your body without saying good-bye, 
and you'll remember that kiss forever by all the little cuts it left
on the inside of your mouth. You must
nurture the kiss. Turn out the lights. Notice how it
illuminates the room. Hold it to your chest
and wonder if the sand inside hourglasses comes from a
special beach. Place it on the tongue's pillow, 
then look up the first recorded kiss in an encyclopedia: beneath
a Babylonian olive tree in 1200 B.C.
But one kiss levitates above all the others. The
intersection of function and desire. The I do kiss.
The I'll love you through a brick wall kiss. 
Even when I'm dead, I'll swim through the Earth, 
like a mermaid of the soil, just to be next to your bones.

Jeffrey McDaniel

Uczę się do egzaminu. "Ocena pierwotna relacji stresowej wg. Lazarusa, trzy opcje: krzywda/strata, zagrożenie, wyzwanie."
Krzywda/strata. Harm/loss. Niektórzy rodzą się z takim właśnie domyślnym ustawieniem. Wadliwe egzemplarze, na które niestety, nie ma gwarancji. 

W międzyczasie życie mija, jest coraz bardziej za późno i coraz mniej mnie to obchodzi. Coraz mniej.