sobota, 9 marca 2013

Przypadłości

Zuzia wyje.
Siedzi przed kanapą na podłodze i wyje.
Pytam o co chodzi.

Zu: Bo mój telefon, który wylosowałam z pudła z zabawkami w szkole, moja ukochana zabawka, wpadł pod kanapę i ja nie wsadzę tam ręki bo się boję, ty wsadziłaś tam rękę i miałaś WSZY!!! JA NIE CHCĘ MIEĆ WSZYYYYY!!!!
Ja; O_O (mam świadomość, że w domu niezbyt czysto, ale żeby zaraz wszy? I to pod kanapą?)

Po chwili mnie oświeciło.

Ja: Zuziu, chodziło ci o SZWY?
Zu: Tak! Boję się! Nie chcę mieć WSZÓW!

:P

Bordello bum bum


Bajzel, syf i niemoc... Dziewczynki odmawiaja sprzątania, bałagan sie kumuluje, energicznie wzmacniany przez szalejącego Matju. Zdjecie powyżej ukazuje skutek 10 minut, spędzonych przez Młodego na korytarzu.

Nie mam obsesji na tle porządku. Szczytem moich marzeń nie jest Idealnie Czysty Dom. Ale wyznam, że w uporządkowanym otoczeniu czuję sie zwyczajnie lepiej. Łatwiej mi oddychać, mysleć, odpocząć. Jestem bardziej zmotywowana do życia.
Staram się osiągnąć jakies porządkowe minimum. I wpadam w dołek oraz frustrację. Bo się NIE DA. Zwyczajnie, nie da się. Co ja poukładam, Matju, idący za mną z rykiem, zaraz porozwala. Usiłuję składać i segregować wielką kupę upranych ciuchów, zajmujacych połowę kanapy, a Mat natychmiast porywa ułożone ubrania i rozrzuca je po podłodze. Kiedy próbuję do tego nie dopuścić, szarpie się ze mną i wrzeszczy. W ostateczności wkladam go do kojca, gdzie ryczy jak syrena przeciwmgielna. W takim przypadku efekt huraganu opóźnia się o jakiś czas, wypuszczony z więzienia syn natychmiast rzuca się w wir antyporządków.
Odkurzona i umyta podłoga pozostaje czysta przez mniej więcej 15 minut.
Garnki, powkładane do szafki, pozostają na swoim miejscu maksymalnie godzinkę. Zdarza mi sie błądzić po mieszkaniu, rozgarniając nogą zalegającą wszędzie skotłowaną warstwę rzeczy, w poszukiwaniu patelni na przykład. Albo rondla.
Resetowanie pralki, suszarki i zmywarki to norma, na którą nie zwracam już uwagi. Mokre pranie wywleczone na podłogę w łazience. Rolka papieru toaletowego rozwinięta i poszarpana. Wylany na meble płyn do kąpieli. Wyciśnięta tubka pasty do zębów. Nie mam siły.
Chciałabym, żeby moje dzieci miały już dwadzieścia lat i mieszkały w Australii.






niedziela, 3 marca 2013

Ania powiedziała...

Oglądamy "Marta mówi" na Mini mini. Odcinek o weterynarzu.
Ania: Tludno byc lekarzem, plawda?
Ja: O tak, ale to piękny zawód, mój ulubiony. Bardzo chciałam być lekarzem.
Ania (z przewrotnym uśmiechem): Ale nie chcialo ci się duzo ucyć i niestety musis być mamą.

Po opanowaniu ataku histerycznego śmiechu upewniłam dziecinę, że bardzo lubię być mamą, bo mam super fajne dzieci ;)

Ania: Ja tez wole zebyś była mamą, bo bardzo cię kocham.

:)



Niech stanie się nic

I oto trwa weekend. Troje młodych obywateli tego nie najlepszego ze światów daje z siebie wszystko, żeby przyciągnąć uwagę matki.
A matka chce stać się niewidzialna. Konflikt interesów.
I tak mija godzina za godziną, czas sączy się powoli. W powietrzu nieustannie kłębi się chmura fonemów: mamoooo daj mi pić, ale nie tyle, więcej, nieeee, za dużo, nie wypiję tego; mamooo a Mati mnie ugryzł, uaaaaa; a co to znaczy "człek", mamooo a mogę nalać wody tutaj, mamooo mamoooo mamooo