Nie mam siły pisać, więc tylko wrzucam najładniejszy cover najsmutniejszej piosenki świata.
niedziela, 13 listopada 2011
sobota, 12 listopada 2011
piątek, 11 listopada 2011
Wszyscy kochają weekendy
Weekend w pełnym rozkwicie. Mateusz wczuł się w klimat i dał taki koncert, że padłam i nadal nie mogę się pozbierać. Ania chora, Zuza znudzona. Nie wiem co gorsze.
Słaniam się ze zmęczenia, ale nerwy trzymają mnie jeszcze w pionie. Terapeutycznie wpatruję się w boskiego Gavina Rossdale'a. Och.
Słaniam się ze zmęczenia, ale nerwy trzymają mnie jeszcze w pionie. Terapeutycznie wpatruję się w boskiego Gavina Rossdale'a. Och.
czwartek, 10 listopada 2011
A jednak...
Dalsza inwestygacja zasikanej afery ujawniła nowe okoliczności... Otóż, ze wstydem przyznaję, że mózgiem operacji była Zuzia ;)
Zapytana, co jej strzeliło do głowy, objaśniła, że chciała oglądać Cartoon Network cały czas, i nie chciało jej się wychodzić do toalety. Taaaa. Zakaz oglądania CN przez 4 dni i tygodniowy ban na kontakty z sąsiadką powinny załatwić sprawę. Zuzia ryczy jak bawół, śmiertelnie obrażona,w swoim pokoju. Co jakiś czas wściekle rzuca - "Aaaaaa, maaama mnie nie luuubiiii!" (swoją drogą mistrzostwo emocjonalnego szantażu, nic tylko się uczyć od niewinnego dziecięcia...)
Chyba zaczynam siwieć. Zamiast robić dzieci, należało zająć się czymś prostym, relaksującym i pożytecznym, na przykład konstruowaniem w garażu czołgu z puszek po konserwach.
Poza tym, o zgrozo, zbliża się kolejny długi weekend. Stężenie rodziny na metr kwadratowy mieszkania osiągnie stan alarmowy. Aaaaa HELP... ;)
Zapytana, co jej strzeliło do głowy, objaśniła, że chciała oglądać Cartoon Network cały czas, i nie chciało jej się wychodzić do toalety. Taaaa. Zakaz oglądania CN przez 4 dni i tygodniowy ban na kontakty z sąsiadką powinny załatwić sprawę. Zuzia ryczy jak bawół, śmiertelnie obrażona,w swoim pokoju. Co jakiś czas wściekle rzuca - "Aaaaaa, maaama mnie nie luuubiiii!" (swoją drogą mistrzostwo emocjonalnego szantażu, nic tylko się uczyć od niewinnego dziecięcia...)
Chyba zaczynam siwieć. Zamiast robić dzieci, należało zająć się czymś prostym, relaksującym i pożytecznym, na przykład konstruowaniem w garażu czołgu z puszek po konserwach.
Poza tym, o zgrozo, zbliża się kolejny długi weekend. Stężenie rodziny na metr kwadratowy mieszkania osiągnie stan alarmowy. Aaaaa HELP... ;)
środa, 9 listopada 2011
Dziecięce igraszki
Zuzia spędzała dziś popołudnie i wieczór ze swoją przyjaciółką. Zamknęły się w pokoju, było cicho, więc nie wnikałam co tam robią. A panienki niefrasobliwie i radośnie wpadły na genialny pomysł i... nasikały do kosza na śmieci. Oczywiście brakło im celności i obsikały również podłogę, szafkę i kawałek ściany :) Kiedy to zobaczyłam, trafił mnie ciężki szlag. Zapytane, któż to okazał się takim tytanem intelektu, sprytnie pokazywały jedna na drugą. Ania, jako bezstronny świadek utrzymuje, że pomysłem błysnęła sąsiadka ;) Ale to nieistotne, liczy się efekt wszakże.
Powycierałam, umyłam podłogę, dzieciątka zostały opieprzone i stosownie ukarane. Wszystko przy akompaniamencie ścieżki dźwiękowej by Mateo, który darł się w sypialni jak zarzynany kojot (spał dzisiaj tylko 2 godziny około południa i wieczorem był już w stanie agonalnej histerii, usypiałam go ponad godzinę).
Emocje opadły, Zuza i Ania zalogowane w wannie, mycie, płukanie. Pochyliłam się nad Anią, a ona w tym właśnie momencie postanowiła poćwiczyć niedawno nabytą umiejętność skakania... Wyrżnęła mnie z rozpędu w kość jarzmową. Zobaczyłam jasność, przed oczami zawirowały konstelacje a z ust wyrwało się ciche: o kurrrrr..." ;) W tym momencie w sypialni znowu rozwrzeszczał się Mateo...
Wieczór był, innymi słowy, iście upojny ;)
Trzeba mi twardego resetu, więc w słuchawkach gra bardzo głośno, ustawione na repeat :))):
Powycierałam, umyłam podłogę, dzieciątka zostały opieprzone i stosownie ukarane. Wszystko przy akompaniamencie ścieżki dźwiękowej by Mateo, który darł się w sypialni jak zarzynany kojot (spał dzisiaj tylko 2 godziny około południa i wieczorem był już w stanie agonalnej histerii, usypiałam go ponad godzinę).
Emocje opadły, Zuza i Ania zalogowane w wannie, mycie, płukanie. Pochyliłam się nad Anią, a ona w tym właśnie momencie postanowiła poćwiczyć niedawno nabytą umiejętność skakania... Wyrżnęła mnie z rozpędu w kość jarzmową. Zobaczyłam jasność, przed oczami zawirowały konstelacje a z ust wyrwało się ciche: o kurrrrr..." ;) W tym momencie w sypialni znowu rozwrzeszczał się Mateo...
Wieczór był, innymi słowy, iście upojny ;)
Trzeba mi twardego resetu, więc w słuchawkach gra bardzo głośno, ustawione na repeat :))):
wtorek, 8 listopada 2011
Pełnia
Dziś pełnia. Bynajmniej nie szczęścia ;) ale księżyca. U nas wiąże się zwykle z nocną masakrą - ani dzieci ani ja nie śpimy dobrze.
Dodatkowo Mateusz był dziś szczepiony, polało się trochę krwi i łez. Czekamy na ewentualny odczyn poszczepienny, który, mam nadzieję, nie wystąpi; jeśli jednak wystąpi to noc będzie szczególnie urozmaicona. Chyba na wszelki wypadek nastawię sobie kawę w termosie...
Dodatkowo Mateusz był dziś szczepiony, polało się trochę krwi i łez. Czekamy na ewentualny odczyn poszczepienny, który, mam nadzieję, nie wystąpi; jeśli jednak wystąpi to noc będzie szczególnie urozmaicona. Chyba na wszelki wypadek nastawię sobie kawę w termosie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

